Archiwa tagu: KEP

ZMIESZA BISKUPA WIESZAK?

WIESZAK DLA BISKUPA

INSTRUKCJA OBSŁUGI

 

Poszły kobiety pod kurie szumnie,

by w całej Polsce, w chłodną niedzielę,

ostrzem wieszaka pokazać dumnie

biskupom miejsce w kościele.

Tam przekonujcie, do wizyt skłonnych:

– Bóg, aby człowiek chętnie się mnożył,

inkubatory o piersiach kształtnych

z pakietem uciech dołożył;

czyniąc kobietę świętym naczyniem,

w którym nasienie pan swoje złoży,

pozbawił prawa, by własnym czynem

podważać miała plan boży.

 

Kobietom wszelkie chcą zabrać prawa,

dzieci bezkarnie gwałcąc w kościele,

biskupich rządów ofiara krwawa

snem średniowiecza się ściele.

Zanim ostatnie, władza łajdaków,

obywatelskie wolności zmiele,

niech pod kuriami spotka wieszaków

więcej niż wiernych w kościele.

Nim purpurowej mafii fantazjom

Sejm na ołtarzach macice złoży,

ostrze wieszaka uzurpatorom

pod krzyż kobieta założy.

Dozna pedofil bólu istnienia,

co przy/rodzeniu wnętrzności targa,

własną ofiarę złoży z cierpienia

– wbrew boskim prawom sprzeciw lub skarga.

 

 

2018-03-18                                                                ZeteS

WKURW SIĘ RODZI MOC STRUCHLEJE? CZARNA PARASOLKO MASZERUJ POD SIEDZIBĘ KEP!

Słuszny gniew na bezczelne olanie wysiłku Polek i Polaków, kierujących do Sejmu obywatelski projekt „Ratujmy Kobiety”, po raz kolejny ma szansę zwichnąć kariery polityczne kilku posłów i nie załatwić NICZEGO. Zapowiadane na środę 17 stycznia 2018 r. protesty mają być skierowane przeciwko partiom, których posłowie odpowiedzialni są za ulokowanie projektu w sejmowej toalecie i spuszczenie wody.

Oburzone i Oburzeni rozładują frustrację okazując złość sejmowym marionetkom. Trzecią dekadę kabaret na Wiejskiej serwuje przedstawienia na bazie tego samego scenariusza. Napisany został u zarania tzw. wolnej Polski przez biskupów, którzy reżyserują kolejne spektakle dla naiwnych. Wymiana marionetek odgrywających napisane role (często bez krzty talentu) nie zmieni jakości spektakli dla ubogich duchem i rozumem. W drugim szeregu tychże partii tupią nóżkami kolejne marionetki. Oczekują na szansę debiutu (ponownego zaistnienia) na scenie kabaretu z Wiejskiej. Występy zapewniają wysokie gaże i odcinanie kuponów od statusu „medialnej gwiazdy”.

Czy zatem logiczną i skuteczną obroną Waszych praw jest wymiana kukiełek? Pojawią się inne, z buźkami ładniejszymi, bo pełnymi frazesów dla Was w czas oferowania wyborczej kiełbasy. Po raz kolejny przetrawią i spuszczą wodę w sejmowej toalecie. Trafią tam Wasze żądania, nadzieje na zmianę, a będzie to efektem Waszej naiwności. Wiary, że wymiana kukiełkowej obsady zmieni jakość i finał następnego aktu. Oferują Wam ciągle „nowy” scenariusz, przez trzy dekady, a Wy głusi, ślepi i wiecznie naiwni? Jeśli nie rzucicie w kosz zgranego scenariusza i nie zażądacie zmiany reżysera, schowanego bezpiecznie za sejmowymi kukiełkami, nie wygracie więcej niż chwilowa satysfakcja. Równocześnie przegracie wszystko. Nie tylko prawa kobiet. Przy całym szacunku i zrozumieniu dla kobiet, zniewolenie Polski to problem daleko szerszy i głębszy. Walcząc o poszczególne ułamkowe cele i atakując wystawionych do odstrzału przez własne partie, skundlonych posłów, skazujecie na przegraną wolną i prawdziwie demokratyczną Polskę. Zapominając o jedności w dążeniu do celu, który zapewni poszanowanie praw i wolności wszystkich obywateli, bez względu na płeć, wyznanie itp., umieszczacie na chwilowych sztandarach wątpliwe autorytety. Przykładem pan A. Rzepliński. Skandalicznym włazidupstwem, jako Prezes TK, zapracował na papieski medal. Największą zasługą „autorytetu wolności i demokracji” było, w kooperacji z Tuskiem i Schetyną, uniemożliwienie rozliczenia Komisji Majątkowej przez Trybunał Konstytucyjny.  Pan Prezes opóźniał, także na wniosek G. Schetyny, zajęcie się tematem przez TK. PO zdążyła zlikwidować Komisję, a Trybunał stwierdzić „bezprzedmiotowość wniosku” w zaistniałej sytuacji. Usankcjonowano bezprecedensową grabież, z oczywistym naruszeniem elementarnych zasad prawa, co było wyłączną „zasługą” decyzji pana Rzeplińskiego. Zapomnieliście o tym i wielu podobnych dokonaniach „obrońcy demokracji”, tylko dlatego, że słusznie oponował Kaczyńskiemu? Taką będziecie mieli wolność jakich jej obrońców ustanowicie.

Zalejcie internet informacjami o sukcesie protestów, które upokorzą (słusznie) parę kukiełek. Przekonujcie nadal (kogo?), że zmieni to jakość i finał kolejnych spektakli na Wiejskiej. W kolejce po Wasz gniew stoi już gwiazda podrzędnych kabaretów – Julcia Trybunalska, nazywana też Przyłębską. Obiecała sprawdzić, w towarzystwie swoich kukiełek, czy sama Konstytucja nie zagwarantowała ochrony życia plemnika dotykającego komórki jajowej. Jaki będzie finał tego spektaklu i czyjej głowy zażądacie wówczas? Wymienić zużytą Broszkę to żaden kłopot, jak widzieliście ostatnio. Przypniecie znaczki z wyrzuconą (mało prawdopodobne, ale..na otarcie Waszych łez?) Julcią, jako dowód zwycięstwa?

To nie tylko walka o prawa kobiet. Nie one są wyłącznie deptane, choć ogniskują dziś bunt i wyzwalają pożądaną aktywność. Chcecie trwałego poszanowania praw i wolności wszystkich Polek i Polaków? Nadajcie tej aktywności sens, kierując gniew pod właściwy adres. Upokorzone kukiełki nie trafią na śmietnik. Zabezpieczą odświeżenie obsady w przyszłości, Zapomnicie „wredne gęby”, a nawet umieścicie niektóre na sztandarach, jak dziś A. Rzeplińskiego. Głosowanie na Wiejskiej pokazało Wam jednoznacznie jak pisane są scenariusze. Poparł Was PiS-owski beton, znając efekt rozpisania ról i może nawet nazwiska ofiar Waszego nieuchronnego gniewu. Atakując tylko ich wypełniacie scenariusz przygotowany dla naiwnej publiczności. 

Może już pora dostrzec, że za odbieranie praw i wolności kobietom, i nie tylko, odpowiedzialny jest nade wszystko polski episkopat? Trzyma za mordę wszystkie opcje, z ugrupowaniami mającymi „lewicę” w nazwie na czele. To pan Kwaśniewski i s-ka zawarli tzw. „kompromis (czytaj: kompromitację) aborcyjny” z kobietami, bo J. Glemp była kobietą, oczywiście. Może pora manifestować pod siedzibą KEP i rzucić w twarz biskupom, że nie mają od dawna społecznej legitymacji do zarządzania pokornym ludem i dyktowania politykom regulacji ustawowych w sprawach jak najbardziej doczesnych.

Niedawna konferencja prasowa Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (4 stycznia 2018 r. – relacja tutaj) potwierdza to bezdyskusyjnie. Obnażenie propagandowego charakteru prezentacji „naukowych” badań dokonało się na oczach kamer. Prosty rachunek wykazał, że nawet zaangażowani w kreatywne liczenie proboszczowie nie potrafią spotkać na niedzielnych mszach więcej niż 23% Polaków. Rozpaczliwe tuszowanie faktu przez dyrektora ISKK twierdzeniem, że ma drugie badania i dlatego to może być nawet 50% Polaków (a 37% na pewno) pokazało polityczną wagę propagandowego OSZUSTWA. Wiara w dowolnego krasnoludka, nawet imieniem Jezus, jest niepodważalnym prawem każdej i każdego. Nie zmienia to faktu, że 80% społeczeństwa, niechęcią do udziału w obowiązkowych praktykach religijnych, wyraża wprost brak akceptacji dla obecnej pozycji politycznej kleru i jego finansowego rozpasania. Ta największa tajemnica wiary w polityczną potęgę polskiego episkopatu wymaga objawienia społeczeństwu i politykom. Niechęć wobec biskupów wyraża także spora rzesza uczęszczających na msze ze względu na autentyczne przywiązanie do katolickiej wiary. Czas oczywistą prawdą rzucić biskupom w twarz i pokazać politykom WSZYSTKICH OPCJI, że magia błogosławieństwa kleru przed wyborami przyniesie odwrotny, od dotychczas zakładanego, skutek.

Walka o poszczególne fundamentalne wartości, kierowana przeciw tym czy innym politykom, akurat „zasłużonym” na bieżącym odcinku, niczego nie załatwi. Za moment inna siła w wyreżyserowanym teatrzyku politycznym stanie się „głównym winowajcą i adresatem protestów”.

Protestujący w kolejnych tematach kręcą się w pogoni za własnym ogonem, zamiast uderzyć w FUNDAMENT. MOŻE CZAS WŁĄCZYĆ DALEKOWZROCZNE MYŚLENIE o TRWAŁEJ SKUTECZNOŚCI? Jeśli tak, to pora wysadzić KEP z tronu politycznego jedynowładcy, posługującego się instrumentalnie dowolnymi politykami, z „antyklerykalnymi” A. Kwaśniewskim i L. Millerem, w przeszłości, na czele. Nawet związany z toruńskim betonem Naczelnik nie jest idiotą, a nawet zwłaszcza on jest w tym zakresie, aż za mądry. Wie, że wobec otwartego wypowiedzenia posłuszeństwa biskupom przez Suwerena, będzie musiał ostudzić zapędy. Zdaje sobie sprawę, że sprytnie zagospodarował znacznie liczniejszą rzeszę wyborców, niż ultratoruński żelazny elektorat PiS. Krzykliwy i świetnie zorganizowany nie daje szans na wyborczy sukces, przy zrażeniu innych. To „różnowyznaniowi” beneficjenci 500+, przestraszeni olbrzymią falą uchodźców napływających do Polski bezwyznaniowcy, a nade wszystko przyciągnięci ideą „dowalenia złodziejom z PO”. Wśród tych ostatnich zwłaszcza, wielu zastanowi się przy najbliższych wyborach czy nie pora już rozliczyć „złodziei z PiS”.

Czarna Parasolko maszeruj zatem pod siedzibę KEP. Szkoda Twojej wielkiej mocy na rozwalanie lalek. Twój protest adresowany do biskupów poruszy polityków obecnych w Sejmie i aspirujących do tych miejsc. Pokaże, że Polki i Polacy przestają być stadem szczęśliwych, z biskupiej łaski, owieczek. Nie świętują sukcesu, radośnie wykrzykując, że anonsowaną rzeź baranków udało się po raz kolejny zatrzymać na etapie strzyżenia owiec. Rzeź Waszych wolności i praw dokonywana jest systematycznie i sektorowo, z wykorzystaniem narzędzi doskonalonych wielowiekową tradycją. A strzyżenie? Corocznie na kilkanaście miliardów złotych z Waszych podatkowych portfeli. Bezdomny, kupując za jałmużnę bułkę, ułamkiem płaconego VAT-u też wspiera biedny kler. Ekwiwalentem jest modlitwa w doroczne Święto Ubogich. Politycy rozdają wyłącznie nasze pieniądze, bo inne w budżecie nie istnieją.

Wypowiedzenie posłuszeństwa KEP-owi na płaszczyźnie regulowania praw doczesnych nie ma związku z wiarą w dowolnego boga. Przywiązani do restrykcyjnych nakazów episkopatu wierni mogą pozostać im posłuszni, bez popadania w kolizję z prawem, w dowolnie ortodoksyjnej formie. Rodzić niezdolne do życia płody i cierpieniem własnym wielbić Jezusa, a nawet Chazana. Ba, skorzystać mogą nawet z dobrodziejstwa praktykowanych wcześniej chrztów domacicznych. Comiesięczny sakrament poowulacyjny uchroni miliony zapłodnionych („abortowanych” siłami bezbożnej natury), bądź nie, komórek jajowych – „świętych żyć poczętych i niepoczętych”. Gromadzenie w zbiorowych masturbacjach przy chrzcielnicach nastolatków uchroni przed podobnym losem miliardy plemników, trafiających bez chrztu w piekielną otchłań. Święcący coraz żwawiej liczne jeziora i kanały kapłani nie uratują przecież wszystkich „żyć nieochrzczonych”, a to cel nadrzędny antykobiecej narracji.

Zagwarantowanie Polkom podmiotowości poprzez oddanie im należnych praw do decydowania o własnym życiu i zdrowiu, ale także uznanie prawa do współdecydowania zaangażowanego w poczęcie mężczyzny, który z rzadka i przypadkowo bywa księdzem, to cel Czarnych Parasolek. Jego osiągnięcie i trwałe zagwarantowanie szacunku dla podstawowych praw i wolności człowieka, bo kobieta, wbrew religijnym narracjom, także nim jest, wymaga chłodnej kalkulacji, myślenia w kontekście szerszym niż chwilowy wkurw na konkretne marionetki. Wymaga trwałego zniesienia politycznej władzy episkopatu w Polsce. Warunki społeczne, potwierdzane statystykami ISKK, są mocno sprzyjające. Reszta zależna od myślenia i odwagi.

Odwagi zatem, Czarna Parasolko, w protestacyjnym marszu pod siedzibę KEP

Im bliżej ujawnienia prawdy, tym krótsze konferencje ISKK
około jednej czwartej Polaków chodzi na msze

Dzisiaj o godz. 11 w siedzibie Sekretariatu KEP w Warszawie odbyła się coroczna konferencja prasowa ISKK prezentująca wyniki badań religijności Polaków. Najważniejszym, przywoływanym tytułami przekazów medialnych, komunikatem każdorazowo jest informacja o odsetku Polaków uczęszczających regularnie na msze święte. Dyrektor ISKK ks. dr Wojciech Sadłoń poinformował, że wskaźnik dominicantes za rok 2016 opisujący tę wielkość wynosi 36,7%. Tradycyjnie nie podano liczby faktycznie obecnych na mszach. Wskaźnik nie oznacza jednak odsetka ogółu ludności Polski, a jedynie zobowiązanych do uczestniczenia we mszy, którzy w myśl skomplikowanych założeń ISKK stanowią 82% ochrzczonych. Jak na podstawie wzoru podanego przez ISKK (D = Uc/Zo * 100) w prosty sposób przeliczyć ten wskaźnik na ogół ludności Polski pisaliśmy wielokrotnie (1, 2, 3). Zgodnie z tym wskaźnik 36,7% zobowiązanych oznacza 25,8% ludności Polski. Zwrócił na to uwagę w części poświęconej zadawaniu pytań przedstawiciel Świeckiej Polski. Równocześnie zadał pytanie o powody kreowania od lat medialnym przekazem mitu o 40 procentach Polaków regularnie uczęszczających na niedzielne msze święte. Stwierdził też, że odsetek regularnie praktykujących na podstawie badań ISKK wynosi najwyżej 23%, ponieważ niektórzy praktykujący są liczeni podwójnie z powodu październikowych praktyk różańcowych. Dyrektor ISKK w krótkiej odpowiedzi nie podważył słuszności twierdzeń zadającego pytanie, bo trudno kwestionować wyniki obliczeń opartych na  elementarnych rachunkach. Ratując twarz Instytutu i Kościoła stwierdził, że na podstawie innych badań (przeprowadzonych w 18 krajach) można stwierdzić, że regularnie praktykuje 50% Polaków. Szkoda, że ksiądz dyrektor nie był w stanie przywołać jeszcze trzecich badań, bo doszlibyśmy do wniosku, że regularnie praktykuje 75% Polaków.

Tegoroczna konferencja była wyjątkowo krótka.

 

Zapraszamy do obejrzenia końcowego fragmentu konferencji poniżej lub pełnego nagrania z transmisji prowadzonej przez Video-KOD: początek, dalszy przebieg (nasze pytanie od 28 minuty).

Wystąpienie z Kościoła NIE ISTNIEJE. Zanim „wystąpisz” przeczytaj!

 

Tytuł zawiera najważniejszą informację dla wszystkich ochrzczonych, którzy z dowolnego powodu nie chcą być uznawani za członków Kościoła katolickiego. To ocena prawna zarówno procedur kościelnych jak i świeckich. Dowody są banalnie oczywiste. Prawo kanoniczne wyklucza taką możliwość, a prawo świeckie, z definicji, nie zajmuje się kwestią. W żadnym polskim akcie prawnym, a także europejskim, nie ma mowy o prawie do wystąpienia ze związku wyznaniowego. Każdy natomiast ma zagwarantowane prawo – należeć, bądź nie.

Nie oznacza to, że nic nie można zrobić. Wręcz przeciwnie. Można znacznie więcej niż „wystąpić z Kościoła”, drogą kanonicznej apostazji albo „metodą świecką”. Warto opanować pierwszy odruch emocji i zrozumieć to, co nie bez powodu tak mocno zagmatwane zostało. Pozwoli to podejmować działania stosowne do oczekiwanych skutków. Nikomu nie odbierze to prawa do podjęcia własnej decyzji i „wkurzenia proboszcza aktem apostazji”. Często, w różnych miejscach, można przeczytać o takiej motywacji zainteresowanych. Uświadomienie sobie zależności, znacznie ważniejszych dla realnych zmian w Polsce niż chwilowa przyjemność, nie zaszkodzi. Zaręczam, że można bardziej „wkurzyć proboszcza” wybiciem szyby na plebanii. Po wyjściu apostaty za drzwi proboszcz ma znacznie większą satysfakcję od delikwenta. Kolejny zainteresowany został załatwiony w sposób zgodny z podstawowym interesem kościelnej władzy. Otrzyma „papierek” i przestanie się interesować faktem, że – podobnie jak cała rzesza równie „usatysfakcjonowanych” – trafia nadal do rocznika GUS, pośród niezmiennie 33,5 mln członków Kościoła w Polsce. Nie jest to informacja o liczbie „wierzących w Boga”, lecz o sile politycznej polskich biskupów. To najważniejszy powód zażartej walki episkopatu o zachowanie wyłącznej kontroli nad dostępem do informacji o liczbie „uciekinierów”. Faktycznym powodem walki nie są indywidualne adnotacje w księgach, do których nikt nie zajrzy. Stanowisko ISKK (pisma) było już w tym serwisie prezentowane. Potwierdza, że nawet 33,5 mln adnotacji o „formalnym wystąpieniu” nie zmieni liczby 33,5 mln członków Kościoła w roczniku GUS i przekazu medialnego o 95% katolików w Polsce. Świecka kontrola nad przetwarzaniem danych osobowych jest tak groźna dla Kościoła, bo doprowadzi do ujawnienia prawdy w tym zakresie. Dziś i w przyszłości, która dla biskupów wygląda coraz mniej ciekawie. Pojedyncze adnotacje, dopóki są „tajne”, nie mają znaczenia większego niż deklarowana troska o katolicki pogrzeb i duszę delikwenta. Dowodem są odpowiedzi hierarchów na pytania o liczbę apostazji w Polsce –  „To wielkość śladowa więc nie prowadzi się takich statystyk.”  🙂

Nasze stanowisko prawne (proponowane oświadczenie) wyraża skrót – „nie należę, bo nigdy nie wstąpiłam/em” (chrzest nie jest czynnością prawną) i zakazuję dalszego przetwarzania moich danych osobowych (w tym do celów statystyki członków w rocznikach GUS, a nie na potrzeby Pana Boga). Zwraca uwagę na bezpodstawność poszukiwania „skuteczności wystąpienia”, skoro w rozumieniu prawa NIGDY nie doszło do „skutecznego wstąpienia”.  Domagamy się wyłącznie respektowania wymiernych, realnych skutków naszej decyzji na użytek przestrzeni świeckiej (w tym statystyk wyznaniowych GUS). Nie mamy wpływu (i żadna władza świecka) na kształt doktryny dowolnego związku wyznaniowego i jego fantazji np. o „nieodwracalnym i dozgonnym włączeniu w mistyczne ciało Chrystusa” (teologiczne pojmowanie chrztu). Islam, czy judaizm podobnie nie uznaje możliwości „wypisania się” i wielu ochrzczonych wg zasady dziedziczenia wyznania jest uznawanych przez te religie za „swoich”. Czy kogoś to interesuje?

Oświadczenia o „wystąpieniu z Kościoła” w postępowaniach administracyjnych (GIODO, WSA, NSA), dotyczących wyłącznie przetwarzania danych osobowych, pozwoliły wykreować sztuczny konflikt kompetencji, dotyczący uprawnień do oceny „skuteczności wystąpienia” władz świeckich i kościelnych.  Z tego powodu „występowanie świeckie” nie jest właściwym postawieniem problemu, aczkolwiek wspieramy działania takich osób. Wbrew nazwie one też nie „występują” (w rozumieniu prawa), chociaż emocjonalnie większość z nich jest mocno związana z tym określeniem.

Wyroki NSA z 9 i 19 lutego br. (w obiegowym rozumieniu oznaczające, że „wystąpienie po świecku jest nieskuteczne i trzeba dokonać apostazji”) zbiegły się z wejściem w życie (19 lutego br.) nowej, zatwierdzonej przez Stolicę Apostolską, instrukcji KEP dotyczącej „występowania zgodnie z prawem”. Zbieżność terminów nie jest przypadkowa. Zasadniczym celem biskupów jest zachowanie wyłącznej kontroli nad zbiorami danych osobowych, a ułatwienia w „występowaniu kościelnym” w połączeniu z orzeczeniami NSA mają im to zapewnić.

Uchwała nr 20/370/2015 Konferencji Episkopatu Polski z dnia 7 października 2015 r. – po nadaniu mocy obowiązującej przez Stolicę Apostolską – wprowadziła w życie z dniem 19 lutego 2016 r. „Dekret Ogólny Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła”. Treść tego dokumentu potwierdza konflikt norm i kryteriów doktryn teologicznych oraz prawa powszechnego. Powszechne gwarantuje każdemu wolność decyzji i prawo „nienależenia”. Kościół katolicki (podobnie jak wiele religii) nie przewiduje i nie uznaje utraty przynależności, a podważanie zasad wiary jest przestępstwem wobec religii, lecz nie utratą „członkostwa”. Przypominając kanon 11 Kodeksu prawa kanonicznego dokument KEP stwierdza wprost, że pełna utrata przynależności jest niemożliwa. Definiuje równocześnie formy odstępstwa od wiary (apostazja, herezja, schizma) i nakładane sankcje oraz opisuje formę powrotu do pełni praw członka wspólnoty. To propozycja czasowego ograniczenia uprawnień religijnych, którą sądy administracyjne uznały za jedyną zgodną z polskim prawem formę skutecznego wystąpienia/uzyskania statusu osoby nienależącej. Bez wnikania w tekst dokumentu i wbrew opisanym tam skutkom (naruszenie zasad art. 65 k.c.). Pod naciskiem politycznym zdefiniowały wyłącznie doraźne narzędzie odebrania GIODO dostępu do kościelnych zbiorów danych. Domaganie się dokonania obrzędu religijnego przez obywatela żądającego wyłącznie kontroli przetwarzania własnych danych osobowych to szczyt politycznego uzależnienia sądów od kościelnych hierarchów. Prawo do „należenia, bądź nienależenia” do dowolnej denominacji wyznaniowej zostało zredukowane do możliwości uzyskania statusu członka o czasowo ograniczonym dostępie do niektórych praktyk religijnych.

Ocena przynależności w obszarze religii i prawa powszechnego oparta jest na innych zasadach i kryteriach. Dla Kościoła każdy ochrzczony pozostanie członkiem wspólnoty „na zawsze”, dla Państwa nie powinien. Wieloletni spór toczy się w Polsce o odmienność tych praw oraz skutków dla religii i świata realnego. Prymat prawa powszechnego w przestrzeni świeckiej zmusza do stosowania ocen niezależnych od kryteriów doktryn religijnych. Fakt, że WSA i NSA potwierdzić tego nie chcą, dowodzi jedynie siły oddziaływania biskupów. O obietnicy „zajęcia się sprawą”, złożonej przez ministra A. Halickiego na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, pisałem w tym serwisie znacznie wcześniej. To najważniejsza przyczyna orzeczeń NSA z 9 i 19 lutego 2016 roku (np. I OSK 579/15), Wygodnym narzędziem dla NSA były rozważania o podmiocie uprawnionym do oceny „skuteczności wystąpienia”. Sąd orzekł, że tylko władza kościelna ma prawo o tym decydować. Przedwczesne zatem były podziękowania dla NSA za zakończenie procesu poszukiwania „chimery wystąpienia”, złożone na rozprawie przed NSA 5 listopada 2015 roku, przez  twórcę „chimery”- Administratora „wystąp.pl”. Pytania po co tworzyć „chimerę” i oczekiwać od sądów żeby jej nie szukały i nie wykorzystywały proszę kierować do Twórcy. NSA podziękowań (za dostarczenie łatwego narzędzia) zapewne mu nie przesłał, ale to już z powodów o których pisałem tutaj.

Twierdzenie „nie należę”, ponieważ nigdy nie dokonałem żadnej czynności prawnej „wstąpienia” uzasadnia odmienną (od religijnej) ocenę statusu w relacji z Kościołem, na gruncie prawa powszechnego. Biorąc pod uwagę zakres żądań (wzór oświadczenia w zakładce „procedura”) nie ma logicznego uzasadnienia do podejmowania prób wystąpienia z organizacji, do której nigdy się nie wstąpiło. Strona kościelna wielokrotnie podnosiła, że relacja obywatel – kościół nie jest stosunkiem prawnym. Nie sposób podważyć to twierdzenie, podobnie jak jego konsekwencje – żaden obrzęd religijny nie jest czynnością prawną. Nasze oświadczenie jest zatem żądaniem wskazania normy prawnej ustanawiającej wyjątek w tym zakresie dla aktu chrztu. A skoro norma taka nie istnieje, GIODO bezpodstawnie i bezprawnie uznaje za osobę należącą do Kościoła każdego kto jednoznacznie, zgodnie z prawem (kodeks cywilny) oświadcza odmiennie. Konsekwencje tego stanowiska rzutują także na interpretację wyłączenia uprawnień GIODO w stosunku do zbiorów danych osób należących do kościołów (art. 43 ust. 2, w związku z ust. 1pkt 3; tzw. „i3”). Skoro akt chrztu nie rozstrzyga o przynależności (w pojęciu świeckim) nie istnieją również w rozumieniu prawa powszechnego „zbiory danych osób należących”. Interpretacja „kukułczego jaja” podrzuconego w 1997 r. do projektu Ustawy z inicjatywy Leszka Millera (antyklerykalny SLD :)) pozostanie wyłącznym problemem GIODO i sądów. Czy zostanie wyrugowane z obrotu prawnego stwierdzeniem o niezgodności z prawem europejskim, czy odniesione do określonego wąskiego zakresu to nie nasz problem. „Wąski zakres” może np. obejmować rejestr ślubów kościelnych. Tam dane trafiają przecież za pisemną akceptacją zainteresowanych. 🙂

Zdaję sobie sprawę, że dyktowana emocjami chęć wyrażenia sprzeciwu wobec polskich realiów  podpowiada  konieczność  „wystąpienia z Kościoła”. Mam nadzieję, że przynajmniej niektórych skłonię do przeanalizowania skomplikowanej – nie z mojej winy – sytuacji prawnej. Chętni nadal do dokonania apostazji w celu „wkurzenia proboszcza” mają prawo do zaspokojenia swojej potrzeby. Podpowiadam, że poszukanie kamienia do wybicia szyby na plebanii jest łatwiejsze, a wymierny efekt większy. Oczywiście nie zachęcam do popełniania wykroczeń. Uparcie walczący o uznanie skuteczności „świeckiego wystąpienia” kopią się z przysłowiowym koniem. Żądają od prawa powszechnego uznania skuteczności aktu, którego ono nie definiuje. Mogą uzyskać kontrolę nad przetwarzaniem własnych danych osobowych, ale nie taką ocenę. W istocie tego i tylko tego (ochrony danych) się domagają, chociaż dali się uwieść emocjom i prostym hasełkom, krzewionym z pełną świadomością zupełnie innego wymiaru prawnego tych działań.

Nie odmawiam nikomu prawa do wybrania własnej drogi i właściwych środków zrealizowania emocjonalnych potrzeb. Zachęcam jednak do chłodnej analizy przed podjęciem działań. Potęga Kościoła przez wieki budowana jest na emocjach naiwnych. Także tych wyrażających sprzeciw. Apostazja zgodnie z dekretem KEP jest wodą na młyn episkopatu, a „świeckie występowanie” użytecznym narzędziem dla polityków i uzależnionych sądów. Może zatem warto pomyśleć, a potem działać?

Zainteresowani wyrażeniem sprzeciwu mogą w dowolnej chwili wysłać proboszczowi parafii chrztu (WYŁĄCZNIE TEJ PARAFII; odpis aktu chrztu nie jest konieczny) oświadczenie „nie należę/nie jestem członkiem, proszę zaprzestać przetwarzania moich danych osobowych” (nie żądamy wykreślania FAKTU chrztu). Brak ŻĄDANEGO działania proboszcza upoważnia do skierowania skargi do GIODO. Po upływie minimum 30 dni, ale również po upływie roku, czy dwóch. Przełom prawny wcześniej czy później nastąpi.

Działania prawne (wykraczające także poza GIODO i sądy administracyjne) są w toku. Na razie nie mogą zostać tutaj ujawnione. Prokościelne lobby, czytujące nasz serwis, ma mniej czasu na reakcję politycznymi naciskami. Tendencyjne interpretowanie zapisów Konkordatu odbiera nam podstawowe prawa. Ta polityczna gra żądnych władzy i naszych pieniędzy (ok. 15 mld zł rocznie z budżetu) biskupów musi zakończyć się naszym sukcesem. Gwarancje respektowania wolności sumienia i wyznania oraz ochrony prywatności (ochrona danych osobowych jest istotnym aspektem) ulokowane są w normach fundamentalnych dla Rady Europy i nawet Konkordat tam nie doskoczy. Odmowa realizacji obywatelskich żądań wypisze Polskę z Rady Europy i przekształci oficjalnie w kolonię Watykanu. Fakt, że realnie już nią jest próbuje się na razie maskować. Historia uczy, że deptanie podstawowych praw obywateli prowadzi do rewolucji. I o tym warto politykom – przez trzecią dekadę prowadzonym na biskupiej smyczy – przypomnieć.

Kilka setek/tysięcy aktów apostazji uraduje biskupów. Nikt, poza nimi, tej liczby i jej skutków nie pozna. Podobna ilość wysłanych pocztą oświadczeń woli „nie wkurzy proboszczów”, ale wzmocni strach biskupów. Presja wywołana ich liczbą wspomoże też działania prawne i uświadomi, że czas na zerwanie się Polski z biskupiej smyczy. To cel naszego działania. Chwile  indywidualnych satysfakcji z uzyskania oczekiwanej adnotacji w księdze chrztów są miłymi i niezbędnymi, ale tylko epizodami w tej walce.

 

==================================================

Powyższy tekst jest odpowiedzią na prośby o możliwie przystępne wyjaśnienie mocno skomplikowanych spraw rozstrzyganych na płaszczyźnie prawnej. Złożoność problemu i jego historii prawnej powoduje, że materiał jest obszerny. Chcąc, chociaż częściowo, spełnić oczekiwania celowo unikałem stosowania odsyłaczy do źródeł prawnych i historycznych warunkujących opisany stan rzeczy.