NSA broni autonomii Kościoła zagrożonej Konstytucją. Komentarz do lutowych wyroków.

Sędziowie 9

 

Rozstrzygnięcia NSA, dotyczące tzw. „wystąpień” z Kościoła, w sześciu sprawach 9 lutego br. oraz ogłoszony 19 lutego br. identyczny wyrok, zamykający rozprawę z 5 listopada 2015 r., wywołały spore zamieszanie i dezorientację. NSA oddalił skargi kasacyjne GIODO, utrzymując tym samym w mocy wyroki WSA. Uchylają one nakazy zamieszczenia adnotacji o „wystąpieniu” z Kościoła  w księgach ochrzczonych. Zdaniem sądu o przynależności do Kościoła mogą decydować wyłącznie jego władze. Zainteresowani powinni zatem spełnić szczegółowe żądania tych władz w celu uzyskania statusu osoby nienależącej. Generalny Inspektor musi ponownie rozpoznać sprawy i wydać nowe decyzje, związany aktualnym stanowiskiem sądu.

Sytuacja o tyle zaskakująca, że nakazy GIODO oparte były wprost na wcześniejszej wykładni tegoż NSA. Została przedstawiona w uzasadnieniach 12 wyroków z 2013 r. (kolejny zapadł już w lutym 2014 r.). Tryb rozpoznania kasacji nie pozwalał wówczas rozstrzygnąć wyrokiem czy na potrzeby postępowania z zakresu ochrony danych osobowych o przynależności do Kościoła decyduje twierdzenie proboszcza, czy wola zainteresowanego. Wyroki zadecydowały jedynie o bezpodstawności umarzania takich postępowań. Nałożyły równocześnie na GIODO obowiązek dokonania samodzielnej oceny statusu skarżących. Późniejsze nakazy, kierowane do proboszczów, były bezpośrednią konsekwencją wskazań NSA. Stwierdzenie, że autonomia Kościoła nie oznacza wyzbycia się przez państwo jego immanentnej cechy, jaką jest suwerenność, zostało skonkretyzowane poniższymi tezami.

  1. Autonomia Kościoła nie oznacza braku podlegania przepisom powszechnie obowiązującego prawa.
  2. Ocena zagadnień dotyczących podstawowych praw człowieka musi być dokonana na gruncie prawa powszechnie obowiązującego.
  3. Cenzurowanie tych ocen wewnętrznymi przepisami związku wyznaniowego prowadzi do niedopuszczalnej reglamentacji podstawowych praw obywateli.
  4. Skuteczność oświadczenia woli zainteresowanego (dotyczącego formalnej przynależności do organizacji religijnej) na gruncie wewnętrznych unormowań związku wyznaniowego nie może być przedmiotem oceny sądów, czy organów administracji państwowej, podobnie jak ocena procedur definiowanych przez taki związek w oparciu o własną doktrynę i prawo.

Wydawane w efekcie nakazy GIODO realizowały suwerenne prawo obywatela do decydowania o własnej przynależności do związku wyznaniowego. Nie dotykały kwestii samej wiary, respektując prawo do milczenia zagwarantowane Konstytucją. Równocześnie pozostawiały Kościołowi swobodę ocen i ewentualnych sankcji w obszarze praktyk religijnych, zastrzeżonym do jego wyłącznej jurysdykcji. W tym zakresie sytuacja wygląda analogicznie jak w przypadku rozwodów małżeństw. Lutowe wyroki zburzyły logiczny porządek niezależności i światopoglądowej neutralności Polski, opartej na suwerennej realizacji konstytucyjnie zagwarantowanych praw własnych obywateli. Ważąc „trudne racje” składy orzekające doszły do wniosku, że realizacja podstawowych praw obywatela, zagwarantowanych Konstytucją RP, a także Kartą Praw Podstawowych Unii Europejskiej (art. 8 i 10) zagraża… autonomii Kościoła. W Polsce to wartość nadrzędna, choć nie należy oczekiwać, w uzasadnieniach pisemnych, przywołania konkretnych norm, które ten stan oraz konflikt praw obywatela i Kościoła potwierdzają. Po prostu dlatego, że takich zapisów nie ma. Ani w Konkordacie, ani w żadnej ustawie.

Proceduralnie strona niezadowolona z nowej decyzji będzie mogła ją zaskarżyć. Tym samym rozpocznie się trzeci cykl wędrówki – pierwsza instancja GIODO, potem druga, skarga do WSA i kasacja do NSA. Możliwe są również inne kroki prawne, przerywające ten zaklęty krąg, ale za wcześnie je rozważać. Podobnie jak los kilkudziesięciu prawomocnych nakazów. Ich wykonanie podlega egzekwowaniu przez GIODO z mocy Ustawy, a część została już wykonana (adnotacje zamieszczono). Punktem wyjścia do wszelkich działań będą pisemne uzasadnienia wyroków. Wkrótce otrzymają je wszyscy zainteresowani. Zostaną także opublikowane w internetowej bazie orzeczeń sądów administracyjnych.

Analiza przyczyn powinna zracjonalizować dalsze działania. Ich cel to jednoznaczne potwierdzenie, że Kościół katolicki (podobnie jak każdy inny związek wyznaniowy) nie ma prawa decydować o czyjejkolwiek przynależności, bez świadomej zgody zainteresowanego. Oczywiście mowa o skutkach takiego twierdzenia w przestrzeni świeckiej. Na potrzeby doktryny, każdy związek wyznaniowy może ustalać dowolne zasady. Boscy urzędnicy zdecydują, czy miejsce w niebie określi dziedziczenie wyznania po ojcu, matce, nieodwracalne włączenie aktem chrztu w mistyczne ciało Chrystusa, czy jeszcze piękniejsze metafory. Pewne jest, że bez ingerencji GIODO, NSA, czy innych ziemskich instancji. Nie istnieje jednak żadna podstawa prawna, aby podobne fantazje mogły rozstrzygać o doczesnych prawach obywatela i decyzjach suwerennej Polski. Ostatnie orzeczenia obnażyły jedynie mechanizmy postępującej klerykalizacji Polski. To narastający problem ostatniego ćwierćwiecza. Strach urzędników i sędziów, przed konsekwencjami niezadowolenia katolickiego kleru, kształtuje decyzje i wyroki. Niewielu ma odwagę przeciwstawić się tej tendencji, skoro decydujący o ich zawodowych karierach politycy wiszą u biskupiej klamki. Ustne uzasadnienia przewodniczącej – Jolanty Rudnickiej obnażyły także dramatyczną słabość państwa, reprezentowanego przez takich urzędników. Jaskrawym dowodem było pytanie – jak w przypadku podtrzymania wydanych decyzji można je wyegzekwować? Sala zareagowała śmiechem. Cóż, zapewne podobnie, jak dotychczas wykonane, o czym informowaliśmy sąd na rozprawie 5 listopada 2015 r. Ponadto przepisy o egzekucji obowiązków niepieniężnych w postępowaniu administracyjnym podają konkretne instrumenty, m. in. wielokrotne nakładanie kar finansowych na oporne podmioty. Funkcjonariusze Kościoła zostali wyłączeni ze stosowania tych instrumentów jedynie strachem urzędników, nie jakimkolwiek zapisem. Przekonuje o tym przygotowana przez pracownika działu egzekucji GIODO decyzja o nałożeniu grzywny na jednego z opornych proboszczów. Od roku nie została podpisana i wysłana.

Zakulisowe naciski w tych sprawach ujawniły protokoły z posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, z takim trudem zdobyte i ujawnione przez prof. Monikę Płatek. Strona kościelna wyraziła zaniepokojenie nakazami wystawianymi proboszczom. Zastępca GIODO – Andrzej Lewiński wyjaśniał, że przyczyną są orzeczenia NSA, wiążące organ ochrony danych. Minister Andrzej Halicki – współprzewodniczący Komisji rozwiązanie problemu znalazł w „wypracowaniu wspólnego stanowiska rządu, episkopatu i GIODO”. To skandaliczny przykład watykańskiego skorumpowania elit politycznej władzy. W każdym normalnym kraju polityk próbujący wpływać na niezależne urzędy, czy niezawisłe sądy zostaje politycznym trupem. W Polsce taka deklaracja składana funkcjonariuszom Kościoła jest normą i gwarancją dalszej kariery politycznej. Urzędnicy i sędziowie powinni jednak mieć świadomość, że w lustrze Historii ujrzą własne stalinowskie oblicza. Fakt, że stawką (na razie?) nie jest kara śmierci, czy więzienia nie podważa zasadności porównania. Analogię stanowi interpretacja prawa, filtrowana żądaniami nadzorców. To fundament budowania nad Wisłą watykańskiej kolonii. Coraz mocniej deptana Konstytucja nazywa ją jeszcze „suwerenną Polską”. PRL-owska określała podobnie nadwiślański protektorat sowiecki. Granice niezawisłości wyznaczają interpretacje konstytucyjnych deklaracji przyjaźni – ze Związkiem Radzieckim, lub Watykanem (Konkordat). Teoretycznie, same zapisy nie dotykają niezawisłości państwa. Ich usytuowanie dostarcza jednak poddanym presji, służalczym urzędnikom prostego narzędzia. Mogą łamanie najbardziej podstawowych praw i swobód obywatelskich usprawiedliwić koniecznością ochrony wartości nadrzędnych. Owej przyjaźni (tu – autonomii Kościoła) właśnie. Ta zasada pozwalała represjonować krytyków Wielkiego Brata, a dziś ograniczać prawa obywateli niechętnych Kościołowi katolickiemu.

🙂 Wypracowanie wspólnego stanowiska episkopatu i GIODO, przy udziale rządu, nie miało zapewne związku z ustaleniem składów sędziowskich rozstrzygających o losach kasacji. Dzięki temu niezawiśli sędziowie mogli obiektywnie ocenić „trudne racje” i skorygować błędy wcześniejszej linii orzeczniczej NSA, tak bardzo niepokojące episkopat i pana Andrzeja Lewińskiego. Przypadkowy splot okoliczności spowodował także, że orzeczenia zbiegły się z terminem wejścia w życie (19 lutego 2016 r.) „Dekretu Ogólnego Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła”. Brak związków pomiędzy tymi faktami nakazuje wierzyć, że szczere zatroskanie episkopatu losem zbłąkanych dusz wspiera sama Opatrzność. Pozwoliła ona także sędziom dostrzec najważniejszy powód do zmiany linii orzeczniczej, zezwalającej obywatelowi na realizację konstytucyjnych praw, bez uprzedniej „pełnej troski rozmowy duszpasterskiej”. Światopoglądowa neutralność nie oznacza przecież, że państwo zaangażowane w realizację doczesnych potrzeb obywatela, ma prawo zaniedbać swój podstawowy obowiązek jakim jest troska o jego życie wieczne. Wdzięczni Opatrzności przekażmy stosowne środki na dokończenie budowy wiadomej świątyni. Urażona brakiem wdzięczności może zaniechać czuwania nad losem Polski, a wówczas pogrążeni w otchłani nieskrępowanych swobód konstytucyjnych skażemy siebie i Ojczyznę na wieczną zgubę. 🙂 

14 myśli nt. „NSA broni autonomii Kościoła zagrożonej Konstytucją. Komentarz do lutowych wyroków.”

  1. POLSKA z powodu klęcznikowego RZĄDU, SEJMU , SADÓW i innych URZĘDÓW jest pod pantoflem KLERU WATYKAŃSKIEGO – nie jest państwem SUWERENNYM. Czyli będąc POLKĄ jestem URZĘDOWO ZNIEWOLONA. PRAWIE CAŁE SPOŁECZEŃSTWO jest niewolnikami tej religijnej organizacji, gdyż większość z nas została ochrzczona w niemowlęctwie a więc w stanie nieświadomości… Dojście „do rozumu” nie pozwala po prostu odejść bez POKORNEGO podporządkowania się CHRZCICIELOM niemowląt. WSTYD.
    Moi SYNOWIE są WOLNYMI LUDŹMI !
    Czy to jest wystarczający powód do prośby o AZYL POLITYCZNY w jakimś neutralnym wyznaniowo państwie ?

    1. Za czasów tzw. „Komuny” wielu ludzi emigrowało wewnętrznie, nie mogąc znieść obłudy i zakłamania ówczesnych elit rządzacych. W obliczu tego wszystkiego, co dzisiaj wyczynia „władza” w Polsce, nie pozostaje nic innego, jak powrócić do tej zapomnianej „tradycji”…

      1. Witam,
        A jak to niby praktycznie ma wygladać ta „emigracja wewnętrzna”?

        ps
        Nie ma jakiejś religii z psami w roli bogów czy podobnie?
        Dwa już mam, zrobie z mojego Azjaty mastera i z KK mnie wywalą automatycznie za przynależność gdzieś indziej. Czy jakoś tak 🙂 Jak już być w religii to chociaż mnimalnie sensownej, opartej o coś realnego, a nie w takiej z której sie tylko kulać ze śmiechu zostaje (Natanka i demony polecam).

  2. Pozwólcie, że wcielę się w adwokata diabła (sic!)
    Jak rozumiem Waszym zdaniem, oświadczenie woli obywatela wystarcza aby wystąpił on ze związku wyznaniowego na podstawie prawa świeckiego i ze skutkami „w przestrzeni świeckiej”. Wywodzicie to z praw i wolności obywatelskich i prawa obywatela do tego aby „móc należeć lub nie należeć do kościoła”. OK.
    Czy tą samą logikę można zastosować do wstępowania do Kościoła? Czy zwykłym oświadczeniem woli obywatel może wstąpić do dowolnego Kościoła lub związku wyznaniowego? Czy może dany Kościół może ustalić jakieś warunki wstąpienia?
    Jeśli nie to dlaczego? I z jakich przepisów wynika ta różnica?

    1. Kilka lat chaotycznych działań w „słusznej sprawie” i narracja wprowadzona sporem wystąp.pl z apostatami wprowadziła zamęt i bałagan pojęciowy. Twój tok rozumowania i stawiania problemów, Robercie, podąża dalej ścieżką tamtych sporów. Nie piszę o występowaniu z Kościoła i ono nigdy – rozumiane dosłownie – nie było powodem mojej aktywności. Wkrótce dłuższy tekst na ten temat, więc nie będę rozwijał tutaj tematu „uporządkowania pojęć”.

    2. Prawo powszechne, konstytucja gwarantują, że obywatel może „należeć lub nie należeć do kościoła”. Jego oświadczenie jest święte, choć kościół może uważać inaczej, na podstawie chrztu osoby nieletniej. Wstępowanie to już sprawa organizacji(kościoła), do której zgłasza się akces, nie można oświadczyć, że się do czegoś wstąpiło jeśli organizacja tego nie potwierdza, tu potrzebna jest akceptacja. „można należeć” według reguł organizacji i prawa powszechnego gdy człowiek świadomy i pełnoletni oświadcza, że tego chce.

    1. Wieszczycie obywatelu Czuwaj wprowadzenie zmian Konstytucji, znanym mi projektem, działaniem „Opatrzności”? Też się obawiam, zwłaszcza gdy widzę jak „subtelnymi” metodami potrafi zadbać o swoje nawet bez tych zmian. 🙂

  3. zmiana wykładni – prorządowa ‚dobra zmiana’
    Poczekamy na nowy rząd i zmianę wykładni?

    1. Opatrzność działała z inicjatywy starego rządu – Halicki. Bez względu na „dobre zmiany” – róbmy swoje, może to coś da? Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, a od 1989 r. w Polsce były tylko rządy przychylne Kościołowi bardzo, albo jeszcze bardziej. Innych sobie nie przypominam. 🙂

      1. Teraz sądy są jeszcze bardziej przychylne kościołowi, róbmy swoje, rączki opadają, trzeba coś robić, walczmy!

  4. http://pl.blastingnews.com/felietony/2016/05/kosciol-i-pis-chca-zmienic-konstytucje-czy-kaplani-zalegalizuja-klerykalizacje-kraju-00906037.html Czy opozycja zaatakuje Kościół?
    Ani Kaczyński, ani Szydło, ani Duda nie rządzą w Polsce. Pisowska trójca jedynie wykonuje polecenia kościelnych strategów. Realną władzę sprawuje Episkopat Polski. Błędem opozycji jest niedostrzeganie tego faktu. Efektem tej politycznej ślepoty jest wybór przez KOD całkowicie nieskutecznej strategii działania.

    Zgodnie z regułami prowadzenia walki, należy zawsze uderzać w ośrodek dowodzenia. Skoro znajduje się on w pałacach biskupich, a nie w partyjnych biurach PiS, to kampania KOD, PO i Nowoczesnej.Pl powinna być skierowana na wzmacnianie i promocję antyklerykalnych postaw w społeczeństwie. Jeśli Petru, Schetyna i Kijowski chcą wzniecić „aksamitną, liberalną kontrrewolucję”, to powinni jednoczyć obywateli pod hasłami protestu przeciwko klerykalizacji kraju.

    Bez dekonstrukcji katolickiej symboliki w przestrzeni publicznej, nie da się Polski obronić przed zainicjowanym procesem jej klerykalizacji, który będzie nosił znamiona faszyzacji życia publicznego. Katolicyzm upaństwowiony jest bowiem zawsze kato-faszyzmem. Rację ma prof. Zoll, który wskazuje na „brunatnienie” życia publicznego w kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *