Wszystkie wpisy, których autorem jest Zofia Achinger

Warszawianka z urodzenia, wieśniaczka z wyboru, informatyczka z wykształcenia. Zawodowo tworzę programy, a efekty ich działania są miarą moich sukcesów. Największą satysfakcję przyniosła mi realizacja programu wychowania synów bez wody święconej i lekcji religii. Dorosłe efekty – rewelacyjne. Na tym portalu chcę uczestniczyć w tworzeniu programu funkcjonowania Kościoła w Polsce bez wsparcia naszymi danymi osobowymi i portfelami. Projekt długofalowy i trudny, ale lubię wyzwania, a ekipa Św. Polski pozwala na optymizm.

Absurdalne uzasadnienie wyroku w WSA 26.01.2017

26 stycznia 2017 roku w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym odbyła się rozprawa  spowodowana zaskarżeniem  przeze mnie decyzji GIODO o umorzeniu postępowania, dotyczącego kontroli PRZETWARZANIA moich danych osobowych  przez Kościół.

Odczytałam moje stanowisko:

 

Dotyczy: II SA/Wa 1843/16

 

Zwróciłam się do GIODO o kontrolę przetwarzania moich danych osobowych przez podmioty kościelne oraz wydanie stosownego nakazu administracyjnego. Powodem był brak realizacji moich żądań przez administratora rejestru chrztów, zawierającego moje dane. Żądania nie dotyczyły kwestii religijnych, a wyłącznie przetwarzania moich danych. Zawierały też zgodne ze stanem faktycznym oświadczenie, iż nie należę do Kościoła katolickiego, ponieważ nigdy nie nawiązałam z nim żadnej relacji prawnej. Dodam, że od 50 lat nie utrzymuję też żadnych kontaktów z tą instytucją. Wobec postanowień art. 43 ust. 2 u.o.d.o. kontrola takich danych przez GIODO zależy od oceny przynależności religijnej. Oba zagadnienia dotyczą podstawowych praw człowieka, a zatem muszą zostać ocenione na gruncie przepisów powszechnie obowiązującego prawa. Przyznana art. 1 Konkordatu autonomia nie wyłączyła Kościoła z podlegania im, a w szczególności kontroli organu i przepisów chroniących dane osobowe. Art. 5 Konkordatu, potwierdzając prawo Kościoła do autonomii w sprawach wewnętrznych, nie podporządkował ochrony danych i podstawowych praw człowieka władzom kościelnym. To konkluzje NSA z serii wyroków 18 i 24 października 2013 roku. Akty religijne nie kreują relacji prawnych, a zatem nie wywierają żadnych skutków w przestrzeni świeckiej, a normy prawa wyznaniowego nie mają w niej zastosowania. Rada Prawna KEP w piśmie z dnia 25 października 2011 roku (kopia w aktach DOLiS–440–857/12/KM/II) odniosła się do tej sprawy stwierdzeniem: „Aby te normy mogły mieć zastosowanie w porządku cywilno-prawnym określonej społeczności, powinny być wprowadzone do tego porządku przez odpowiednie umowy bilateralne lub akty prawne władzy państwowej, dokonywane zazwyczaj w porozumieniu z przedstawicielami określonej wspólnoty kościelnej lub związku wyznaniowego. Przykładem są dyspozycje dotyczące zawierania małżeństwa religijnego ze skutkami cywilnymi.” Mimochodem wypowiedź podsuwa jedyne, zgodne z prawem rozwiązanie konfliktu związanego z przetwarzaniem danych. Wzajemne poszanowanie autonomii pozwala na niezależne oceny statusu osób ochrzczonych w przestrzeni religijnej i świeckiej. Przykłady cywilnie rozwiedzionych małżonków, przez analogię, dostarczają dowodu, że akceptacja rozwiązań nieuniknionych jest konieczna i możliwa także ze strony Kościoła. Brak wskazanych przez Radę Prawną KEP unormowań powoduje, że chrzest (także apostazja) nie wywierają żadnych skutków cywilno-prawnych. Relacja pomiędzy osobą ochrzczoną, a Kościołem nie istnieje więc w porządku prawa powszechnego. W konsekwencji brak także podstawy prawnej do definiowania rejestrów aktów religijnych (np. chrztów) jako zbiorów danych osób należących do dowolnego kościoła. Ustalanie przynależności wyznaniowej obywateli łamie ponadto prawny zakaz podejmowania takich działań przez organy władzy publicznej. Odwoływanie się do ocen władz wyznaniowych, wzywanych do ich ujawnienia, to jedynie nieudolne maskowanie złamania prawa przez państwo, ingerujące w zastrzeżoną sferę prywatności obywatela.

W skarżonej decyzji GIODO nie określił jednoznacznie czy wyłączenia własnych kompetencji upatruje w statusie zbiorów danych, czy samej skarżącej. Sugestie, że zaistniała przynajmniej jedna z tych przesłanek oparte są na fałszywych, bądź wprost sfałszowanych poszlakach. Moje żądania dotyczyły nie tylko przetwarzania danych w księdze chrztów, co organ pomija milczeniem. Czy zbiory parafialne, w których przetwarzane są także dane osób nigdy nieochrzczonych (m. in. moich dorosłych dzieci) organ uznaje za zbiory danych osób należących? Na jakiej podstawie organ uznaje za takie zbiory rejestry chrztów? Kościół informuje, że zawierają także dane osób – nawet jego zdaniem – nienależących, np. apostatów, czy konwertytów. Konwersja nie wiąże się ponadto z odnotowaniem w tym rejestrze formalnego wystąpienia. Czy osoby należące do innego wyznania chrześcijańskiego – zdaniem GIODO – należą równocześnie do rzymskokatolickiego, z racji odnotowania tam chrztu noworodka? Wykładnia GIODO definiuje w praktyce wszelkie zbiory kościelne, jako zawierające dane osób należących, bez względu na ich faktyczną zawartość. To obejście prawa poprzez faktycznie podmiotowe wyłączenie kościołów spod kontroli organu. Nie zezwalają na to – interpretowane zgodnie z wdrożonymi normami prawa wspólnotowego – przepisy u.o.d.o., co potwierdzają wszystkie wyroki NSA. Domniemanie GIODO, że niniejsze postępowanie dotyczy faktycznie (nie intencjonalnie) zbiorów danych osób należących do Kościoła nie zostało poparte żadnym dowodem.

Podobnie nie przedstawiono żadnego dowodu pozwalającego uznać mnie za osobę należącą do Kościoła, wbrew moim odmiennym twierdzeniom. Szukając argumentu dla swojej tezy GIODO fałszuje nawet moje wypowiedzi. Uzasadnienie decyzji zawiera zdanie: – „Skarżąca w przedmiotowym wniosku wskazała, iż w dniu 3 października 2014 r. wysłała do Proboszcza ww. Parafii Rzymskokatolickiej oświadczenie o wystąpieniu z Kościoła Katolickiego…”. W żadnym piśmie nie istnieje moja wypowiedź wskazująca, że „występuję” lub miałam taki zamiar. GIODO odrzucił wniosek o sprostowanie zdania, jako oczywistej omyłki, w trybie art. 113 k.p.a., co potwierdza stawiany zarzut. Dowodu aktualnej przynależności nie stanowi sam chrzest, nawet dokonany na podstawie nieistniejącego wówczas Konkordatu, jak poinformował ksiądz proboszcz. Niedokonanie przeze mnie formalnego wystąpienia także nie rozstrzyga o przynależności. Doktryny islamu i judaizmu na pochodzeniu rodziców opierają twierdzenia o mojej przynależności do obu wyznań. Nie występowałam z żadnego związku wyznaniowego tych religii, podobnie jak z ok. 180 innych, zarejestrowanych w Polsce. Czy dowodzi to mojej przynależności, szczególnie gdy doktryny wielu z nich tak twierdzą?

W skardze opisałam dość szeroko historię naruszenia prawa w procedurze legislacyjnej wprowadzeniem do ustawy feralnego zapisu wbrew wynikom głosowania komisji sejmowej oraz politycznych motywacji orzeczeń sądów, kształtujących stosowaną obecnie przez GIODO wykładnię. Ochrona „normy ustrojowej”, jaką stanowi Konkordat, tendencyjnym interpretowaniem jego zapisów spowodowała złamanie podstawowych praw człowieka, skarżoną decyzją GIODO. W skardze z dnia 20 września 2016 r. szczegółowo uzasadniłam postawione jej zarzuty złamania postanowień art. 8, 9, 14 i 17 EKPC, które wraz z zawartymi tam żądaniami podtrzymuję. Konwencja własnymi postanowieniami zakazuje ograniczania jej postanowień zapisami Konkordatu. Ograniczanie podstawowych praw obywatela w imię utrwalania realnej władzy politycznej garstki katolickich hierarchów w Polsce, to powielanie haniebnych praktyk z minionej epoki. Dzisiejszy wyrok będzie odpowiedzią na pytanie o elementarną przyzwoitość państwa w stosunku do obywateli. Pełną ocenę historii podobnych potyczek wystawi ETPC, odnosząc się do zarzutów identycznych jak stawiane moją skargą.

 

 

Wyrok z uzasadnieniem w postaci dźwiękowej: (WSA nie odniósł się ani jednym słowem do zarzutów skargi, co jest pierwszym obowiązkiem sądu, skupiając się na powtórzeniu stałego schematu.)

Skład sędziowski: Ewa Grochowska-Jung, Andrzej Góraj, Stanisław Marek Pietras (spr.)

 

Wyrok w sprawie z 5 listopada 2015 r.

2016-02-19-NSA-wokanda-DA

Dzisiaj NSA w składzie: sędzia NSA Jolanta Rudnicka (przewodnicząca), sędzia NSA Marek Stojanowski oraz sędzia delegowany z WSA Mirosław Gdesz wydał orzeczenie w sprawie która była rozpatrywana 5 listopada. Zamieściliśmy już sprawozdanie i nagranie z tej sprawy. Dzisiejszy skład był inny niż 5 listopada.

Sprawa dotyczyła aktualizacji danych osobowych osoby występującej z Kościoła Katolickiego. Wobec odmowy proboszcza administrującego bazą danych, GIODO w 2014 r. nakazał jej aktualizację. Od tego nakazu odwołał się proboszcz, któremu przyznał rację WSA, a dzisiaj również NSA, oddalając skargę kasacyjną GIODO od wyroku WSA. Wyrok ten potwierdza gwałtowną zmianę linii orzeczniczej NSA, do której doszło już na mocy wyroków z 9 lutego, które zapadły w sześciu podobnych sprawach. Ponieważ sąd zgodził się na rejestrację dźwięku, zamieszczamy nagrania  dzisiejszej sesji sądu. Do kwestii zmiany składu i linii orzeczniczej odniesiemy się wkrótce w odrębnym komentarzu.

Je suis Jerzy

Zofia Achinger i Jerzy Urban

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa, VIII Wydział Karny przy ul. Ogrodowej 51a rozegrał się 13 stycznia br. kolejny akt procesu Jerzego Urbana. Redaktor naczelny tygodnika „Nie” oskarżony został o obrazę uczuć religijnych opublikowanym w numerze z sierpnia 2012 roku wizerunkiem zdziwionego Chrystusa. Wizerunek stanowił ilustrację artykułu poświęconego coraz powszechniejszemu opuszczaniu szeregów Kościoła.

Sąd odrzucił (podobnie jak poprzednio) wniosek internetowej telewizji Racjonalista TV o wyrażenie zgody na rejestrację obrazu i dźwięku. Zdaniem Sądu „uzasadniony interes społeczny za tym nie przemawia”. Równocześnie sędzia przypomniał, że nagrywanie w tej sytuacji (np. telefonem komórkowym) zagrożone jest karą do 10.000 zł. Wśród licznej, jak na małą salę, widowni pojawiły się ulotki „JE SUIS JERZY”. Bez sprawdzania czy trzymający nie oznajmiają własnych imion, zostały uznane za naruszające powagę Sądu, który nakazał ich natychmiastowe usunięcie. Wstępne decyzje sędziego miały pokazać, że sądu nie powinno się traktować jak kabaretu i zapewne dlatego „uzasadniony interes społeczny” będzie miał się lepiej nie oglądając merytorycznej części rozprawy.

Wystąpiło w niej trzech świadków. Czwarty ukarany został karą porządkową za niestawienie się. Pani, zeznająca jako pierwsza, poczuła się obrażona ilustracją, którą dostała drogą mailową. Nie pamiętała od kogo. Nie czytała także artykułu. Odpowiadając na pytania J. Urbana i jego obrońcy nie kwestionowała prawa osób niewierzących do wyrażania własnych poglądów. Pytanie o dopuszczalność zamieszczania karykatur Mahometa uchylił sąd, jako „nie mające związku ze sprawą”. Odpowiadając na pozostałe pytania, dotyczące możliwości satyrycznego bądź krytycznego odnoszenia się do obiektów różnych kultów np. satanistycznego, zeznająca zasłoniła się brakiem znajomości takiego kultu. Wypowiedź w sposób zadowalający poszerzyła materiał dowodowy i wiedzę Sądu, który przystąpił do przesłuchania następnych świadków. Zeznawali: zastępca redaktora naczelnego „Nie” i twórca spornej grafiki, którzy w swoich zeznaniach stwierdzili, że intencją ich było wyłącznie zilustrowanie treści artykułu, czyli pokazanie zdziwienia Kościoła odpływem wiernych. Zastępca naczelnego „Nie” stwierdził wręcz, iż nie wyobraża sobie, aby ta ilustracja „mogła obrazić uczucia jakiejkolwiek inteligentnej istoty”. Oskarżyciel posiłkowy, zadając pytanie, próbował zasugerować, iż świadek uznał siebie za jedynego inteligentnego. Ponieważ Sąd zauważył, iż nie zostało to wyrażone w ten sposób, podejmował kolejne, nieskuteczne próby sformułowania pytania-zarzutu. Wykazał tym jedynie dlaczego właśnie Jego uczucia musiały „poczuć się obrażone”. W aktach sprawy znajduje się już opinia biegłego, której obrońca oskarżonego zarzucił uchybienia i braki. Wnioskował także o przesłuchanie biegłego. Zapowiedź kolejnego odcinka serialu na 9 marca br., zakończyła ten blisko godzinny spektakl.

Szczegółowa relacja z rozprawy ma na celu pokazanie w jakich oparach absurdu toczą się podobne postępowania. Wręcz wstyd pokazać to szerszej widowni. Powaga Sądu jest naruszana ulotkami na widowni. Musi być jednak zachowana podczas badania stanu uczuć pani, która niewiadomo skąd dostała maila, ponieważ twierdzi, że zniekształcona (wyrazem zdziwienia!) twarz Chrystusa wyrządziła jej przykrość. Prokuratura, sąd, biegli, dwa i pół roku postępowania, a to nie koniec, setki zapisanych kartek, praca wielu ludzi i koszty. Nasze koszty. Podatników. W czyim interesie cały ten żałosny kabaret za nasze wspólne pieniądze? Warto mieć świadomość, że każdy kto poczuje się obrażony ma możliwość dochodzenia roszczeń na drodze cywilnej. Za własne pieniądze. Nie jest do tego konieczny żaden artykuł w kodeksie karnym. Artykuł 196 Kodeksu karnego jest aktem skruchy władzy państwowej wobec Kościoła za wymuszoną politycznym miejscem w Europie konstytucyjną neutralność światopoglądową. Żądny przywilejów Kościół, wysługując się przychylną władzą państwową, zabezpieczył sobie państwową ochronę własnych wartości. Artykuł 196 Kodeksu karnego jest „kałasznikowem” polskich fundamentalistów katolickich. Na dodatek narzędziem znacznie wygodniejszym i bezpieczniejszym. Bez narażania bezpośrednio siebie można zrobić „porządek z niewiernymi”, rękami państwowych urzędników. Do kościoła chodzi jedna czwarta Polaków. Pozbawionych poczucia dystansu do traktowania przez innych symboli tej religii jest zapewne znacznie mniej. Z jakiego powodu na koszt całego społeczeństwa chronione mają być nadwrażliwe uczucia nielicznych?

Nie widać politycznej woli do wyrugowania z kodeksu karnego tego archaizmu. Może zatem użyć innej metody? Internet jest płaszczyzną dogodną do zorganizowania masowej akcji. Kilkaset skarg miesięcznie wpływających do Prokuratora Generalnego na obrazę uczuć religijnych może przynieść lepszy i szybszy efekt niż marsze protestacyjne i petycje. Każda wpływająca skarga inicjuje postępowanie wyjaśniające. Zebranie materiału dowodowego, ustalenie sprawców, ekspertyzy. Kilkaset skarg miesięcznie to ośmieszenie tej regulacji i paraliż prokuratury w krótkim czasie. Powodów do skarg w internecie znaleźć można mnóstwo, a obrażone uczucia może mieć każdy, zwłaszcza nie mając napisane na czole, że jest „bezuczuciowym ateistą”. Może warto spróbować?