DZIENNIKARSKIE AMEBY I ZDECYDOWANY RUCH PAPIEŻA

 

ONET 2018-01-30: 

Skandal w kościele? Zdecydowany ruch papieża.

Papież wysyła swego delegata do Chile, by zbadał głośną sprawę pedofilii

 

Czytając takie informacje (o „zdecydowanym ruchu papieża”) zastanawiam się czy ich autorami są idioci, czy zależni od watykańskiego lobby manipulanci. Nie ma znaczenia etyka dziennikarska – ważne jest profilowanie świadomości odbiorców samym tytułem. Media mają obowiązek, z uporem i wbrew faktom, informować „o zdecydowanej walce papieża ze zjawiskiem pedofilii wśród kleru”. Dowodem radykalnych działań Franciszka (wcześniej Wojtyły, czy Ratzingera) są częste, publiczne deklaracje i brak faktów potwierdzających systemowe zwalczanie procederu. Podczas wizyty w Chile pojawiła się poważna rysa na tak pieczołowicie budowanym medialnym wizerunku. Chodzi o skandaliczną wypowiedź papieża, którą wziął w obronę, podejrzewanego o tuszowanie pedofilii, miejscowego biskupa, dyskredytując równocześnie ofiary. Franciszek obnażył pustosłowie składanych deklaracji. Pokazał, że jedyny powód i cel jego działań to chęć uspokojenia rosnącej rzeszy oburzonych i zahamowanie odpływu wiernych.

Watykan od wieków, konsekwentnie tuszuje wszelkie przypadki pedofilii księży na całym świecie. Zasadniczym celem jest przekonywanie opinii publicznej, że papieże nigdy nie mieli i nie mają wiedzy o masowej skali tego zjawiska. Nagłośnienie tego rodzaju przestępstw o wymiarze zorganizowanego procederu na masową skalę (pierwsze na przełomie lat 60-tych i 70-tych w USA) nie zmieniło tego  przekazu. Takie fakty przedstawiane są zawsze jako czyny „słabych i grzesznych jednostek, z całą surowością, i od zawsze, zwalczane i karane przez Stolicę Apostolską”. W filmie dokumentalnym „Legion Chrystusa – Skandal w Watykanie” (https://www.youtube.com/watch?v=HizJ4XVRWAU) jedna z ofiar Marciala Maciela przedstawia reakcję kardynała Ratzingera na przedstawione w latach 90-tych dowody zbrodni założyciela (w 1941 r.) Legionu Chrystusa. Najbliższy współpracownik ówczesnego papieża (Wojtyły) stwierdził, że „nie można nic z tym zrobić, ze względu na olbrzymie zasługi ojca Maciela dla Kościoła”. Wymiar finansowy „zasług” powodował, że meksykański duchowny cieszył się osobistym uznaniem i ochroną Wojtyły, do końca jego pontyfikatu. Liczba ofiar pedofilskich praktyk w Legionach, na całym świecie, przekroczyła 70 tysięcy. W 2010 r., już po śmierci Maciala, Ratzinger, jako Benedykt XVI, przeprosił publicznie „za grzechy założyciela Legionu, o których Watykan nic nie wiedział”. Trzeba być przynajmniej papieżem (Wojtyłą, Ratzingerem, a dziś Franciszkiem), aby publicznie rzucać światu w twarz tak bezczelne łgarstwa przy powszechnej aprobacie mediów. Dostępne w wielu opracowaniach dokumenty i opisy faktów, w tym relacje ofiar pedofilskich praktyk kleru o przeszkodach w ich ujawnianiu, potwierdzają bezpośrednie zaangażowanie papieży w ukrywanie takich faktów, od wieków. Potwierdzają, ponad wszelką wątpliwość, świadomość Stolicy Apostolskiej masowego charakteru tego zjawiska. Dowody poznać można także dzięki filmowi dokumentalnemu – „Milczenie Kościoła” (https://www.youtube.com/watch?v=iIsqhxVKjoY). Ujawniono m. in. ponad 260 dokumentów, którymi Stolica Apostolska, od połowy XIX wieku, nakazywała podwładnym na całym świecie systemowe ukrywanie przypadków przestępstw seksualnych księży. Duchowni odpowiedzialni za przedostanie się informacji o takich faktach do wiadomości publicznej narażali się na ekskomunikę. Te dyspozycje obowiązywały jeszcze za pontyfikatów Wojtyły i Ratzingera. Nie sposób stwierdzić, że obecnie tajne instrukcje o podobnym charakterze nie funkcjonują. Bez względu na to, przywołane wyżej fakty pokazują, że Franciszek kontynuuje grę pozorów. Doradcy od politycznego marketingu czuwają nad częstym powtarzaniem nic nie znaczących słów potępienia. Przynosi to zamierzony efekt w postaci powszechnego przekazu o „zdecydowanych działaniach obecnego papieża w walce z pedofilią”. Nie przeszkadzają temu fakty, a w zasadzie ich brak. Fasadowy, ukierunkowany wyłącznie na uzyskanie efektu wizerunkowego, charakter działań Franciszka został wielokrotnie obnażony. Dowiodła tego ujawniona niedawno, najnowsza watykańska instrukcja zwalniająca funkcjonariuszy kościelnych na całym świecie z obowiązku zgłaszania świeckim organom ścigania przypadków pedofili, bez względu na prawo danego kraju. Potwierdziły to rezygnacje osób świeckich z pracy w papieskiej komisji do zwalczania pedofilii wśród kleru. Motywacje rezygnujących były jednoznaczne – komisja służy wyłącznie maskowaniu braku jakichkolwiek realnyh działań. Niefortunna, chilijska wypowiedź wpisała się w ciąg faktów demaskujących pozorny charakter papieskich przedsięwzięć. Watykańscy specjaliści  zareagowali czujnie i szybko. Franciszek publicznie przeprosił za swoją wypowiedź, a obecny „zdecydowany krok” kontynuuje zacieranie złego wrażenia. Równocześnie stanowi przygotowanie do ewentualnych działań powielających „rozwiązanie sprawy Wesołowskiego”.

Zasadnicze pytanie, jakie należy postawić, brzmi – co niby ma wyjaśnić (w tym i każdym innym przypadku) papieski wysłannik, specjalista od tuszowania pedofilii? Jedynym sposobem realnej, systemowej walki z pedofilią kleru jest wyłączenie papieskiego nadzoru i „pomocy w wyjaśnianiu”. Wszelkie ustalenia powinny być wyłączną domeną świeckich, niezależnych organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Wolnych od politycznych nacisków i zakulisowych zabiegów dyplomatycznych. (Ułatwia je status państwa, uzyskany przez 44-hektarowy Watykan za przysługi oddane Mussoliniemu, co pomogło np. Wesołowskiemu uniknąć sprawiedliwości ziemskiej, a Watykanowi wielu dodatkowych problemów, w tym i innych przypadkach.) Wielowiekowa tolerancja wobec seksualnych przestępstw kleru (niejednokrotnie wspierana osobistym przykładem papieży)  utrwaliła przekonanie o dopuszczalności i bezkarności takich praktyk. Sporo jest informacji dziennikarskich pokazujących, że przestępczy proceder, również z wykorzystywaniem dzieci, kwitnie nadal pod bokiem papieża, z udziałem najwyższych rangą dostojników. W czerwcu 2017 r. kardynał George Pell, watykański „minister skarbu”, bliski i zaufany współpracownik Franciszka, oskarżony został o wielokrotne seksualne wykorzystanie dzieci we wcześniejszych latach, w Australii.  Oskarżony nie przyznaje się do winy. W 2002 r. wyraził opinię, iż „aborcja jest gorszym skandalem moralnym niż wykorzystywanie seksualne młodych ludzi przez księży”. Za wypowiedź otrzymał Nagrodę Erniego (australijska antynagroda). Dodatkowy komentarz wydaje się zbędny.

Rozpoczęcie faktycznej, systemowej walki z przestępczością seksualną kleru grozi nieprzewidywalnymi konsekwencjami dla Kościoła. Wynika to zarówno ze skali zjawiska, jak i bezpośredniego zaangażowania, bądź uwikłania najwyższych rangą hierarchów. Skłania to, także obecnego papieża, do prowadzenia „zdecydowanej walki pozorów”. Podobnie jak poprzednicy wykazuje najwyższą troskę „o przyszłość i jedność Kościoła”. Z tej odpowiedzialności nie zwalnia Franciszka świadomość losu kolejnych tysięcy ofiar seksualnych przestępców w koloratkach. Z białej papieskiej szaty, wzorem poprzedników, czyni ścierającą brudy seksualnych przestępstw szmatę. Tego też poziomu sięga „moralny autorytet papieży”. Opinia publiczna nie może jednak akceptować takich rozstrzygnięć papieskich dylematów. Śmierć Wesolowskiego nie zamknęła oczekiwań jego ofiar na ziemską sprawiedliwość. Informacje dziennikarzy, prezentujących moralność papieży i intelekt ameby, nie zahamują też narastającego oburzenia papieskim tańcem na linie. Ta gangrena wymaga natychmiastowego i radykalnego leczenia, a nie zaopatrywania miodem papieskich frazesów.