DZIENNIKARSKIE AMEBY I ZDECYDOWANY RUCH PAPIEŻA

 

ONET 2018-01-30: 

Skandal w kościele? Zdecydowany ruch papieża.

Papież wysyła swego delegata do Chile, by zbadał głośną sprawę pedofilii

 

Czytając takie informacje (o „zdecydowanym ruchu papieża”) zastanawiam się czy ich autorami są idioci, czy zależni od watykańskiego lobby manipulanci. Nie ma znaczenia etyka dziennikarska – ważne jest profilowanie świadomości odbiorców samym tytułem. Media mają obowiązek, z uporem i wbrew faktom, informować „o zdecydowanej walce papieża ze zjawiskiem pedofilii wśród kleru”. Dowodem radykalnych działań Franciszka (wcześniej Wojtyły, czy Ratzingera) są częste, publiczne deklaracje i brak faktów potwierdzających systemowe zwalczanie procederu. Podczas wizyty w Chile pojawiła się poważna rysa na tak pieczołowicie budowanym medialnym wizerunku. Chodzi o skandaliczną wypowiedź papieża, którą wziął w obronę, podejrzewanego o tuszowanie pedofilii, miejscowego biskupa, dyskredytując równocześnie ofiary. Franciszek obnażył pustosłowie składanych deklaracji. Pokazał, że jedyny powód i cel jego działań to chęć uspokojenia rosnącej rzeszy oburzonych i zahamowanie odpływu wiernych.

Watykan od wieków, konsekwentnie tuszuje wszelkie przypadki pedofilii księży na całym świecie. Zasadniczym celem jest przekonywanie opinii publicznej, że papieże nigdy nie mieli i nie mają wiedzy o masowej skali tego zjawiska. Nagłośnienie tego rodzaju przestępstw o wymiarze zorganizowanego procederu na masową skalę (pierwsze na przełomie lat 60-tych i 70-tych w USA) nie zmieniło tego  przekazu. Takie fakty przedstawiane są zawsze jako czyny „słabych i grzesznych jednostek, z całą surowością, i od zawsze, zwalczane i karane przez Stolicę Apostolską”. W filmie dokumentalnym „Legion Chrystusa – Skandal w Watykanie” (https://www.youtube.com/watch?v=HizJ4XVRWAU) jedna z ofiar Marciala Maciela przedstawia reakcję kardynała Ratzingera na przedstawione w latach 90-tych dowody zbrodni założyciela (w 1941 r.) Legionu Chrystusa. Najbliższy współpracownik ówczesnego papieża (Wojtyły) stwierdził, że „nie można nic z tym zrobić, ze względu na olbrzymie zasługi ojca Maciela dla Kościoła”. Wymiar finansowy „zasług” powodował, że meksykański duchowny cieszył się osobistym uznaniem i ochroną Wojtyły, do końca jego pontyfikatu. Liczba ofiar pedofilskich praktyk w Legionach, na całym świecie, przekroczyła 70 tysięcy. W 2010 r., już po śmierci Maciala, Ratzinger, jako Benedykt XVI, przeprosił publicznie „za grzechy założyciela Legionu, o których Watykan nic nie wiedział”. Trzeba być przynajmniej papieżem (Wojtyłą, Ratzingerem, a dziś Franciszkiem), aby publicznie rzucać światu w twarz tak bezczelne łgarstwa przy powszechnej aprobacie mediów. Dostępne w wielu opracowaniach dokumenty i opisy faktów, w tym relacje ofiar pedofilskich praktyk kleru o przeszkodach w ich ujawnianiu, potwierdzają bezpośrednie zaangażowanie papieży w ukrywanie takich faktów, od wieków. Potwierdzają, ponad wszelką wątpliwość, świadomość Stolicy Apostolskiej masowego charakteru tego zjawiska. Dowody poznać można także dzięki filmowi dokumentalnemu – „Milczenie Kościoła” (https://www.youtube.com/watch?v=iIsqhxVKjoY). Ujawniono m. in. ponad 260 dokumentów, którymi Stolica Apostolska, od połowy XIX wieku, nakazywała podwładnym na całym świecie systemowe ukrywanie przypadków przestępstw seksualnych księży. Duchowni odpowiedzialni za przedostanie się informacji o takich faktach do wiadomości publicznej narażali się na ekskomunikę. Te dyspozycje obowiązywały jeszcze za pontyfikatów Wojtyły i Ratzingera. Nie sposób stwierdzić, że obecnie tajne instrukcje o podobnym charakterze nie funkcjonują. Bez względu na to, przywołane wyżej fakty pokazują, że Franciszek kontynuuje grę pozorów. Doradcy od politycznego marketingu czuwają nad częstym powtarzaniem nic nie znaczących słów potępienia. Przynosi to zamierzony efekt w postaci powszechnego przekazu o „zdecydowanych działaniach obecnego papieża w walce z pedofilią”. Nie przeszkadzają temu fakty, a w zasadzie ich brak. Fasadowy, ukierunkowany wyłącznie na uzyskanie efektu wizerunkowego, charakter działań Franciszka został wielokrotnie obnażony. Dowiodła tego ujawniona niedawno, najnowsza watykańska instrukcja zwalniająca funkcjonariuszy kościelnych na całym świecie z obowiązku zgłaszania świeckim organom ścigania przypadków pedofili, bez względu na prawo danego kraju. Potwierdziły to rezygnacje osób świeckich z pracy w papieskiej komisji do zwalczania pedofilii wśród kleru. Motywacje rezygnujących były jednoznaczne – komisja służy wyłącznie maskowaniu braku jakichkolwiek realnyh działań. Niefortunna, chilijska wypowiedź wpisała się w ciąg faktów demaskujących pozorny charakter papieskich przedsięwzięć. Watykańscy specjaliści  zareagowali czujnie i szybko. Franciszek publicznie przeprosił za swoją wypowiedź, a obecny „zdecydowany krok” kontynuuje zacieranie złego wrażenia. Równocześnie stanowi przygotowanie do ewentualnych działań powielających „rozwiązanie sprawy Wesołowskiego”.

Zasadnicze pytanie, jakie należy postawić, brzmi – co niby ma wyjaśnić (w tym i każdym innym przypadku) papieski wysłannik, specjalista od tuszowania pedofilii? Jedynym sposobem realnej, systemowej walki z pedofilią kleru jest wyłączenie papieskiego nadzoru i „pomocy w wyjaśnianiu”. Wszelkie ustalenia powinny być wyłączną domeną świeckich, niezależnych organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Wolnych od politycznych nacisków i zakulisowych zabiegów dyplomatycznych. (Ułatwia je status państwa, uzyskany przez 44-hektarowy Watykan za przysługi oddane Mussoliniemu, co pomogło np. Wesołowskiemu uniknąć sprawiedliwości ziemskiej, a Watykanowi wielu dodatkowych problemów, w tym i innych przypadkach.) Wielowiekowa tolerancja wobec seksualnych przestępstw kleru (niejednokrotnie wspierana osobistym przykładem papieży)  utrwaliła przekonanie o dopuszczalności i bezkarności takich praktyk. Sporo jest informacji dziennikarskich pokazujących, że przestępczy proceder, również z wykorzystywaniem dzieci, kwitnie nadal pod bokiem papieża, z udziałem najwyższych rangą dostojników. W czerwcu 2017 r. kardynał George Pell, watykański „minister skarbu”, bliski i zaufany współpracownik Franciszka, oskarżony został o wielokrotne seksualne wykorzystanie dzieci we wcześniejszych latach, w Australii.  Oskarżony nie przyznaje się do winy. W 2002 r. wyraził opinię, iż „aborcja jest gorszym skandalem moralnym niż wykorzystywanie seksualne młodych ludzi przez księży”. Za wypowiedź otrzymał Nagrodę Erniego (australijska antynagroda). Dodatkowy komentarz wydaje się zbędny.

Rozpoczęcie faktycznej, systemowej walki z przestępczością seksualną kleru grozi nieprzewidywalnymi konsekwencjami dla Kościoła. Wynika to zarówno ze skali zjawiska, jak i bezpośredniego zaangażowania, bądź uwikłania najwyższych rangą hierarchów. Skłania to, także obecnego papieża, do prowadzenia „zdecydowanej walki pozorów”. Podobnie jak poprzednicy wykazuje najwyższą troskę „o przyszłość i jedność Kościoła”. Z tej odpowiedzialności nie zwalnia Franciszka świadomość losu kolejnych tysięcy ofiar seksualnych przestępców w koloratkach. Z białej papieskiej szaty, wzorem poprzedników, czyni ścierającą brudy seksualnych przestępstw szmatę. Tego też poziomu sięga „moralny autorytet papieży”. Opinia publiczna nie może jednak akceptować takich rozstrzygnięć papieskich dylematów. Śmierć Wesolowskiego nie zamknęła oczekiwań jego ofiar na ziemską sprawiedliwość. Informacje dziennikarzy, prezentujących moralność papieży i intelekt ameby, nie zahamują też narastającego oburzenia papieskim tańcem na linie. Ta gangrena wymaga natychmiastowego i radykalnego leczenia, a nie zaopatrywania miodem papieskich frazesów.  

WKURW SIĘ RODZI MOC STRUCHLEJE? CZARNA PARASOLKO MASZERUJ POD SIEDZIBĘ KEP!

Słuszny gniew na bezczelne olanie wysiłku Polek i Polaków, kierujących do Sejmu obywatelski projekt „Ratujmy Kobiety”, po raz kolejny ma szansę zwichnąć kariery polityczne kilku posłów i nie załatwić NICZEGO. Zapowiadane na środę 17 stycznia 2018 r. protesty mają być skierowane przeciwko partiom, których posłowie odpowiedzialni są za ulokowanie projektu w sejmowej toalecie i spuszczenie wody.

Oburzone i Oburzeni rozładują frustrację okazując złość sejmowym marionetkom. Trzecią dekadę kabaret na Wiejskiej serwuje przedstawienia na bazie tego samego scenariusza. Napisany został u zarania tzw. wolnej Polski przez biskupów, którzy reżyserują kolejne spektakle dla naiwnych. Wymiana marionetek odgrywających napisane role (często bez krzty talentu) nie zmieni jakości spektakli dla ubogich duchem i rozumem. W drugim szeregu tychże partii tupią nóżkami kolejne marionetki. Oczekują na szansę debiutu (ponownego zaistnienia) na scenie kabaretu z Wiejskiej. Występy zapewniają wysokie gaże i odcinanie kuponów od statusu „medialnej gwiazdy”.

Czy zatem logiczną i skuteczną obroną Waszych praw jest wymiana kukiełek? Pojawią się inne, z buźkami ładniejszymi, bo pełnymi frazesów dla Was w czas oferowania wyborczej kiełbasy. Po raz kolejny przetrawią i spuszczą wodę w sejmowej toalecie. Trafią tam Wasze żądania, nadzieje na zmianę, a będzie to efektem Waszej naiwności. Wiary, że wymiana kukiełkowej obsady zmieni jakość i finał następnego aktu. Oferują Wam ciągle „nowy” scenariusz, przez trzy dekady, a Wy głusi, ślepi i wiecznie naiwni? Jeśli nie rzucicie w kosz zgranego scenariusza i nie zażądacie zmiany reżysera, schowanego bezpiecznie za sejmowymi kukiełkami, nie wygracie więcej niż chwilowa satysfakcja. Równocześnie przegracie wszystko. Nie tylko prawa kobiet. Przy całym szacunku i zrozumieniu dla kobiet, zniewolenie Polski to problem daleko szerszy i głębszy. Walcząc o poszczególne ułamkowe cele i atakując wystawionych do odstrzału przez własne partie, skundlonych posłów, skazujecie na przegraną wolną i prawdziwie demokratyczną Polskę. Zapominając o jedności w dążeniu do celu, który zapewni poszanowanie praw i wolności wszystkich obywateli, bez względu na płeć, wyznanie itp., umieszczacie na chwilowych sztandarach wątpliwe autorytety. Przykładem pan A. Rzepliński. Skandalicznym włazidupstwem, jako Prezes TK, zapracował na papieski medal. Największą zasługą „autorytetu wolności i demokracji” było, w kooperacji z Tuskiem i Schetyną, uniemożliwienie rozliczenia Komisji Majątkowej przez Trybunał Konstytucyjny.  Pan Prezes opóźniał, także na wniosek G. Schetyny, zajęcie się tematem przez TK. PO zdążyła zlikwidować Komisję, a Trybunał stwierdzić „bezprzedmiotowość wniosku” w zaistniałej sytuacji. Usankcjonowano bezprecedensową grabież, z oczywistym naruszeniem elementarnych zasad prawa, co było wyłączną „zasługą” decyzji pana Rzeplińskiego. Zapomnieliście o tym i wielu podobnych dokonaniach „obrońcy demokracji”, tylko dlatego, że słusznie oponował Kaczyńskiemu? Taką będziecie mieli wolność jakich jej obrońców ustanowicie.

Zalejcie internet informacjami o sukcesie protestów, które upokorzą (słusznie) parę kukiełek. Przekonujcie nadal (kogo?), że zmieni to jakość i finał kolejnych spektakli na Wiejskiej. W kolejce po Wasz gniew stoi już gwiazda podrzędnych kabaretów – Julcia Trybunalska, nazywana też Przyłębską. Obiecała sprawdzić, w towarzystwie swoich kukiełek, czy sama Konstytucja nie zagwarantowała ochrony życia plemnika dotykającego komórki jajowej. Jaki będzie finał tego spektaklu i czyjej głowy zażądacie wówczas? Wymienić zużytą Broszkę to żaden kłopot, jak widzieliście ostatnio. Przypniecie znaczki z wyrzuconą (mało prawdopodobne, ale..na otarcie Waszych łez?) Julcią, jako dowód zwycięstwa?

To nie tylko walka o prawa kobiet. Nie one są wyłącznie deptane, choć ogniskują dziś bunt i wyzwalają pożądaną aktywność. Chcecie trwałego poszanowania praw i wolności wszystkich Polek i Polaków? Nadajcie tej aktywności sens, kierując gniew pod właściwy adres. Upokorzone kukiełki nie trafią na śmietnik. Zabezpieczą odświeżenie obsady w przyszłości, Zapomnicie „wredne gęby”, a nawet umieścicie niektóre na sztandarach, jak dziś A. Rzeplińskiego. Głosowanie na Wiejskiej pokazało Wam jednoznacznie jak pisane są scenariusze. Poparł Was PiS-owski beton, znając efekt rozpisania ról i może nawet nazwiska ofiar Waszego nieuchronnego gniewu. Atakując tylko ich wypełniacie scenariusz przygotowany dla naiwnej publiczności. 

Może już pora dostrzec, że za odbieranie praw i wolności kobietom, i nie tylko, odpowiedzialny jest nade wszystko polski episkopat? Trzyma za mordę wszystkie opcje, z ugrupowaniami mającymi „lewicę” w nazwie na czele. To pan Kwaśniewski i s-ka zawarli tzw. „kompromis (czytaj: kompromitację) aborcyjny” z kobietami, bo J. Glemp była kobietą, oczywiście. Może pora manifestować pod siedzibą KEP i rzucić w twarz biskupom, że nie mają od dawna społecznej legitymacji do zarządzania pokornym ludem i dyktowania politykom regulacji ustawowych w sprawach jak najbardziej doczesnych.

Niedawna konferencja prasowa Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (4 stycznia 2018 r. – relacja tutaj) potwierdza to bezdyskusyjnie. Obnażenie propagandowego charakteru prezentacji „naukowych” badań dokonało się na oczach kamer. Prosty rachunek wykazał, że nawet zaangażowani w kreatywne liczenie proboszczowie nie potrafią spotkać na niedzielnych mszach więcej niż 23% Polaków. Rozpaczliwe tuszowanie faktu przez dyrektora ISKK twierdzeniem, że ma drugie badania i dlatego to może być nawet 50% Polaków (a 37% na pewno) pokazało polityczną wagę propagandowego OSZUSTWA. Wiara w dowolnego krasnoludka, nawet imieniem Jezus, jest niepodważalnym prawem każdej i każdego. Nie zmienia to faktu, że 80% społeczeństwa, niechęcią do udziału w obowiązkowych praktykach religijnych, wyraża wprost brak akceptacji dla obecnej pozycji politycznej kleru i jego finansowego rozpasania. Ta największa tajemnica wiary w polityczną potęgę polskiego episkopatu wymaga objawienia społeczeństwu i politykom. Niechęć wobec biskupów wyraża także spora rzesza uczęszczających na msze ze względu na autentyczne przywiązanie do katolickiej wiary. Czas oczywistą prawdą rzucić biskupom w twarz i pokazać politykom WSZYSTKICH OPCJI, że magia błogosławieństwa kleru przed wyborami przyniesie odwrotny, od dotychczas zakładanego, skutek.

Walka o poszczególne fundamentalne wartości, kierowana przeciw tym czy innym politykom, akurat „zasłużonym” na bieżącym odcinku, niczego nie załatwi. Za moment inna siła w wyreżyserowanym teatrzyku politycznym stanie się „głównym winowajcą i adresatem protestów”.

Protestujący w kolejnych tematach kręcą się w pogoni za własnym ogonem, zamiast uderzyć w FUNDAMENT. MOŻE CZAS WŁĄCZYĆ DALEKOWZROCZNE MYŚLENIE o TRWAŁEJ SKUTECZNOŚCI? Jeśli tak, to pora wysadzić KEP z tronu politycznego jedynowładcy, posługującego się instrumentalnie dowolnymi politykami, z „antyklerykalnymi” A. Kwaśniewskim i L. Millerem, w przeszłości, na czele. Nawet związany z toruńskim betonem Naczelnik nie jest idiotą, a nawet zwłaszcza on jest w tym zakresie, aż za mądry. Wie, że wobec otwartego wypowiedzenia posłuszeństwa biskupom przez Suwerena, będzie musiał ostudzić zapędy. Zdaje sobie sprawę, że sprytnie zagospodarował znacznie liczniejszą rzeszę wyborców, niż ultratoruński żelazny elektorat PiS. Krzykliwy i świetnie zorganizowany nie daje szans na wyborczy sukces, przy zrażeniu innych. To „różnowyznaniowi” beneficjenci 500+, przestraszeni olbrzymią falą uchodźców napływających do Polski bezwyznaniowcy, a nade wszystko przyciągnięci ideą „dowalenia złodziejom z PO”. Wśród tych ostatnich zwłaszcza, wielu zastanowi się przy najbliższych wyborach czy nie pora już rozliczyć „złodziei z PiS”.

Czarna Parasolko maszeruj zatem pod siedzibę KEP. Szkoda Twojej wielkiej mocy na rozwalanie lalek. Twój protest adresowany do biskupów poruszy polityków obecnych w Sejmie i aspirujących do tych miejsc. Pokaże, że Polki i Polacy przestają być stadem szczęśliwych, z biskupiej łaski, owieczek. Nie świętują sukcesu, radośnie wykrzykując, że anonsowaną rzeź baranków udało się po raz kolejny zatrzymać na etapie strzyżenia owiec. Rzeź Waszych wolności i praw dokonywana jest systematycznie i sektorowo, z wykorzystaniem narzędzi doskonalonych wielowiekową tradycją. A strzyżenie? Corocznie na kilkanaście miliardów złotych z Waszych podatkowych portfeli. Bezdomny, kupując za jałmużnę bułkę, ułamkiem płaconego VAT-u też wspiera biedny kler. Ekwiwalentem jest modlitwa w doroczne Święto Ubogich. Politycy rozdają wyłącznie nasze pieniądze, bo inne w budżecie nie istnieją.

Wypowiedzenie posłuszeństwa KEP-owi na płaszczyźnie regulowania praw doczesnych nie ma związku z wiarą w dowolnego boga. Przywiązani do restrykcyjnych nakazów episkopatu wierni mogą pozostać im posłuszni, bez popadania w kolizję z prawem, w dowolnie ortodoksyjnej formie. Rodzić niezdolne do życia płody i cierpieniem własnym wielbić Jezusa, a nawet Chazana. Ba, skorzystać mogą nawet z dobrodziejstwa praktykowanych wcześniej chrztów domacicznych. Comiesięczny sakrament poowulacyjny uchroni miliony zapłodnionych („abortowanych” siłami bezbożnej natury), bądź nie, komórek jajowych – „świętych żyć poczętych i niepoczętych”. Gromadzenie w zbiorowych masturbacjach przy chrzcielnicach nastolatków uchroni przed podobnym losem miliardy plemników, trafiających bez chrztu w piekielną otchłań. Święcący coraz żwawiej liczne jeziora i kanały kapłani nie uratują przecież wszystkich „żyć nieochrzczonych”, a to cel nadrzędny antykobiecej narracji.

Zagwarantowanie Polkom podmiotowości poprzez oddanie im należnych praw do decydowania o własnym życiu i zdrowiu, ale także uznanie prawa do współdecydowania zaangażowanego w poczęcie mężczyzny, który z rzadka i przypadkowo bywa księdzem, to cel Czarnych Parasolek. Jego osiągnięcie i trwałe zagwarantowanie szacunku dla podstawowych praw i wolności człowieka, bo kobieta, wbrew religijnym narracjom, także nim jest, wymaga chłodnej kalkulacji, myślenia w kontekście szerszym niż chwilowy wkurw na konkretne marionetki. Wymaga trwałego zniesienia politycznej władzy episkopatu w Polsce. Warunki społeczne, potwierdzane statystykami ISKK, są mocno sprzyjające. Reszta zależna od myślenia i odwagi.

Odwagi zatem, Czarna Parasolko, w protestacyjnym marszu pod siedzibę KEP

ilu Polaków chodzi na niedzielne msze? Policz – instrukcja obsługi wskaźnika dominicantes ISKK

Na konferencji prasowej w Sekretariacie KEP 4 stycznia 2018 roku (filmowa relacja z krótkim komentarzem dostępna tutaj) ISKK poinformował, że wskaźnik obecności na niedzielnych mszach (dominicantes) za rok 2016 wynosi 36,7%.

Co to oznacza? Ilu Polaków chodzi na niedzielne msze? Zdaniem ISKK, oczywiście. Policz samodzielnie. Niezbędne dane – liczba ochrzczonych oraz ludności Polski – powszechnie dostępne w Roczniku GUS (link). Opublikowane na stronie ISKK (folder – Diecezje) Annuarium AD 2018 podaje, podobnie jak wcześniejsze, równie niezbędną „wiedzę tajemną”:

„Dominicantes – oblicza się jako odsetek katolików uczęszczających na niedzielną Eucharystię w odniesieniu do ogólnej liczby zobowiązanych

W zapisie rachunkowym:

D = Uc/Zo  (wynik mnożony przez 100 aby wskaźnik podać w procentach)

D  –  wskaźnik dominicantes

Uc – policzeni w całej Polsce uczestnicy niedzielnych mszy

Zo – zobowiązani do uczestnictwa, tzn. 82% ochrzczonych. Stałe od początku badań (1980 r.) założenie ISKK – dzieci do lat 7, starsi i chorzy to 18% ochrzczonych „niezobowiązanych”, więc „metodologicznie” prawidłowe jest analogiczne zmniejszenie mianownika. „Niezamierzony” efekt uboczny? Liczbę obecności podzieloną przez wielkość odpowiadającą ok. 70% ludności Polski upowszechnia się w mediach jako odsetek Polaków regularnie bywających w kościołach. Utrwala to mit niezmiennie katolickiej Polski.

Odkrycie „tajnej” od zawsze liczby obecności na mszach (ISKK odmawia jej podawania) wymaga policzenia nieznanego – w podanym wzorze – licznika. Pomocny w rozwiązaniu „arcytrudnego” zadania będzie podręcznik do rachunków pożyczony od dzieci/wnuków własnych bądź sąsiada. To wskazówka dla niemal wszystkich dziennikarzy piszących o procencie „Polaków” bądź „katolików”. Wyposażeni w „naukową wiedzę” odkryjemy, że:

Uc = D x Zo  (liczba obecności = wsk. dominic. x liczba zobowiązanych)

Dane dla roku 2016:

ludność Polski – 38,4 mln (podobnie jak za 2015 r.)

D = 0,367 (wskaźnik ISKK „pozbawiony” procentów)

Zo = 26,7 mln osób (82% z 32,5 mln ochrzczonych)

Korzystając z „wiedzy tajemnej” liczymy:

 0,367 x 26,65 = 9,8

9,8/38,4 = 0,258 x 100% = 25,5%

A zatem w październikową niedzielę 2016 r., policzono 9,8 mln obecności na mszach, co podzielone przez ludność Polski daje wynik 25,5%.

Dla ustalenia liczby osób (nie wejść) obecnych w świątyniach całej Polski należy oszacować wizyty dwukrotne (zdarzają się gorliwsi, ale nie przesadzajmy z jednostkową precyzją obnażając oszustwa milionowe). Masowa skala zjawiska dwukrotnego odwiedzania kościołów związana jest ze szczególnym charakterem października w kościelnym kalendarzu. Tylko w październiku odbywają się we wszystkich parafiach (ISKK podaje, że w 100%) codzienne nabożeństwa różańcowe. To jedyny powód przeniesienia w 2009 r. obrachunkowej niedzieli z listopada na październik. Pozwala to w obliczeniach dominicantes konsumować efekt „szczególnego przywiązania do kultu maryjnego”. Członkowie kół różańcowych w październikowe niedziele (mniej licznie w majowe – też codzienne nabożeństwa maryjne, o innym nieco charakterze) uczestniczą w obowiązkowej dla wszystkich mszy, zwykle jak dowodzi ISKK przed południem, a ponowną wizytą w nabożeństwie różańcowym (powszechnie odprawianym wieczorem). Zmarły niedawno ks. prof. Zdaniewicz podawał w swoich publikacjach, że wśród największych organizacji kościelnych są dwie różańcowe, w sumie ok. 1,2 mln osób oraz wiele mniejszych o liczebności ok. 100 tys. ISKK corocznie informuje o „poszerzaniu i pogłębianiu kultu maryjnego”. Oszacowanie w moim pytaniu podczas konferencji prasowej liczby takich osób na 1 mln to minimum. Należy zatem od policzonych obecności odjąć co najmniej 1 mln, aby mówić o liczbie osób, a w efekcie podać odsetek Polaków regularnie (co niedzielę) przybywających na obowiązkowe msze.

9,8 – 1 = 8,8 mln osób (nie wejść), a w efekcie:

8,8/38,4 = 0,229 x 100% = 22,9%

W październikową niedzielę 2016 r. odwiedziło zatem świątynie 8,8 mln osób, co stanowi 22,9% ludności Polski.  Proste rachunki i twarde fakty obnażają minimalną skalę propagandowego oszustwa, celowo i świadomie dokonywanego przez ISKK od lat. Na tej podstawie media przekonują nas o 37% (prawie 40%) „Polaków” lub „katolików” regularnie praktykujących. Na nasze wcześniejsze interwencje zareagował jedynie redaktor Gazety Wyborczej podając od minionego roku prawidłowo wyliczone obecności. Siły (odwagi?) brakuje na wyartykułowanie w tytule jaki to odsetek Polaków, panie Michale? Redaktorowi naczelnemu DGP – Krzysztofowi Jedlakowi podania prawdy zabrania … prawo prasowe, ponieważ słowo „dominicantes” nie występuje w języku polskim. (dowód „wierności” redaktora Jedlaka oferowałem rzecznikowi KEP).

Podczas konferencji prasowej do szybkiego przeliczenia posłużyłem się liczbą ochrzczonych podaną przez ISKK w Roczniku GUS za rok 2016 (33,0 mln, co wbrew zapisom rocznika daje 85,9% ludności Polski) zawyżając nieznacznie (do 9,9 mln i 25,8% obecności). Nie ma to większego znaczenia, a wynikało z faktu, że „z braku sił w tym roku” nie podano liczby ochrzczonych faktycznie policzonej w tym badaniu. Sił wystarczyło ks. Sadłoniowi do zamieszczenia kolorowych map i wykresów sporządzonych na ich podstawie. W latach 2014, 2015 liczba ochrzczonych w badaniu dominicantes była o 0,5 – 0,6 mln mniejsza od podawanej do rocznika GUS. Różnicę uzasadniał dyrektor ISKK, odpowiadając na nasze maile. Wynikała z „domyślnego” (choć nie „instrukcyjnego”) zmniejszania liczby ochrzczonych o apostatów w badaniach dominicantes oraz szacunkowego liczenia przez proboszczów. W danych rocznikowych proboszczowie korzystają z precyzji zapisów w księgach chrztów. Apostaci natomiast chrztu cofnąć nie mogą i dlatego „instrukcyjnie”  w danych dla GUS odliczać ich nie wolno. Pozostają katolikami „niezobowiązanymi” na zawsze. „Dobrzy apostaci” podnoszą zatem wynik dominicantes (mniejszy mianownik) i nie zmieniają odsetka katolików w GUS. Prawidłowość uzasadnia kilkudziesięcioletnia tradycja metodologii ISKK. Różnic nie uzasadnia jednak, zdaniem dyrektora ISKK, liczba apostatów. To zjawisko ma wymiar marginalny, czego dowodzi fakt, że go nie badamy. Logicznym uzasadnieniem liczbowych sprzeczności są „domyślnie” stosowane zabiegi proboszczów. Ich kreatywność spowodowała w ciągu kilku ostatnich lat m. in. spadek liczby ochrzczonych na potrzeby dominicantes o prawie 2 mln osób. Rozmija się to z rzeczywistością – nie spada liczba ludności, wg ISKK przybywa chrztów – ma jednak zbawienny wpływ na podawany do wierzenia (jako efekt „rzetelnych badań”) wskaźnik. Pisał o tym przed rokiem Rafał Maszkowski (tutaj).  W tekście sprzed dwóch lat wyraziłem też domniemanie, pokazując skutki, że mianownik wskaźnika dominicantes zmniejszany jest o zarobkowych emigrantów. W Annuariach podawano bowiem ich liczbę szacowaną przez proboszczów (2,7 mln za 2015 r. dla całej Polski), nie informując o powodach. W najnowszym dokumencie tabelka z emigrantami zniknęła, pozostały kolorowe mapki. Jeśli – hipotetycznie – wszyscy proboszczowie wykazali się „domyślnością” to osób obecnych na mszach w roku 2016 było 7,8 mln, co stanowi 20,3% ludności Polski. Z braku informacji o skali domyślności wyniku nie podaję jako „twardej tezy”. Bez żadnych wątpliwości jednak zmniejszenie takie zastosowano obligatoryjnie w roku 2017. Informując o wzroście religijności w wiodącej prym diecezji tarnowskiej na podstawie jej wstępnych wyników za rok 2017 potwierdza to ks. Zbigniew Wielgosz (http://tarnow.gosc.pl/doc/4409833.Ciezar-pierwszenstwa):

„Po raz pierwszy nieznacznie zmieniono metodę badań odliczając od liczby osób zobowiązanych do udziału we Mszy św. parafian przebywających na emigracji zarobkowej.”

Wracając do terminologii ks. Sadłonia – prezentowany za rok wskaźnik „instrukcyjnie” poprawi obraz religijności Polaków. Porównaniem do poprzednich pozwoli także ocenić wcześniejszą „domyślność” proboszczów i moją.

Nasza aktywność, znana księdzu Sadłoniowi od lat (na moje pytanie o szczegóły metodologii odpowiadał już w  2012 r.) powoduje eliminowanie z materiałów dostępnych na konferencji istotnych danych. Ciemny lud ma każdą prawdę przyjąć do wierzenia i nie szukać innej. Są jednak inne źródła, autoryzowanych przez ISKK informacji oraz nieostrożni księża ujawniający „korekty domyślne i instrukcyjne” stosowane w badaniu. Kłamstwo, zwłaszcza szybkie na oczach kamer, wymaga  refleksu i błyskotliwej inteligencji, Wojtusiu. Zostawiłem furtkę na drodze do prawdy i zachowania twarzy. Wystarczyło powiedzieć, że nie Twoja wina, bo to dziennikarze nie czytają, że zobowiązani to 70% Polaków. Wybrałeś zachowanie przedszkolaka. Skoro 2 x 2 nie równa się 6 policzyłeś dwa razy i wyszło, że może być nawet OSIEM! („mam drugie badanie i wychodzi 50%”). Wiem, że zaskoczony brakiem tradycyjnie padających wielu wazeliniarskich pytań o „nic”, poczułeś się jak Andrzej Gołota w pamiętnej wielosekundowej walce. Wypadłeś jednak zdecydowanie gorzej od przypomnianego boksera tuż po. Trafiony drugim ciosem Rafała (trochę nieczystym – po rzuceniu białego ręcznika przez rzecznika KEP) oznajmiłeś – „zabrakło sił w tym roku”. Za moment przed kamerami ogłosiłeś jednak tradycyjne zwycięstwo mitu katolickiej Polski i własne. I to już było żenujące.

Wskaźnik dominicantes maximum osiągnął w roku 1982 – 57%. W latach osiemdziesiątych potwierdzał udział w niedzielnych mszach ok. 40% (max nieco ponad) ludności Polski. Mentalne zatrzymanie się w tamtych czasach spowodowało, że obecna rzeczywistość nie dociera, nawet wyłożona prostym rachunkiem.

Przypadkowe fragmenty (filmiki niżej), zarejestrowane przez Zofię Achinger, „wykładu” w kuluarach, dlaczego 2 x 2 to jednak 4, potwierdzają, że nawet ogłoszenie sukcesu nie pozwoliło wrócić do równowagi i zrozumieć „matematyki wyższej”.

Współczując, podpowiem strategię na przyszłoroczny rewanż, o ile sędzia dopuści do walki bez podziału na kategorie wagowe. Wyniki pięciu badań, z 20 (nie 18) krajów. Finał łatwo przewidzieć (5 badań x 25% x 20 krajów). 2500% Polaków znokautuje każdego przeciwnika, nim wyprowadzi cios. Powodzenia. Pomoże Ci wiara w sukces i donoszący o nim życzliwi dziennikarze.

Zachowania gospodarzy konferencji prasowej 4 stycznia 2018 r. nie zaskakują i nie dziwią. Statystyczna prawda delegitymizuje, pokazaniem braku większościowego poparcia, nadrzędną rolę episkopatu w stosunku do wszystkich dotychczasowych sił politycznych. (Uległość tzw. lewicy nie była mniejsza niż obecna bezczelność PiS-u.) Najmniej istotne w spektakularnym prezentowaniu kościelnych statystyk jest pokazanie faktycznego przywiązania do katolicyzmu części Polaków. Mają oszukać Króla Polski? Prezentacja służy wyłącznie zademonstrowaniu wielkiego społecznego poparcia dla episkopatu. Niezadowoleni (w 80-90%, bez względu na światopogląd, czy obecność na mszach) z finansowego rozpasania i politycznej pozycji kleru Polacy informowani są statystyczną propagandą o swojej znikomej sile. Opóźnia to powstawanie partii politycznych, o różnych programach społeczno-gospodarczych, świadomych wyborczego potencjału kryjącego się za jednoznacznym deklarowaniem laickości. Dominuje strach przed posądzeniem o „atak na Kościół” lub „ateizację Polski”, co jest utożsamiane z wizją wyborczej klęski w niepodważalnie „katolickiej Polsce”. Statystyki religijności obnażają słabość episkopatu. Nie ma to bezpośredniego przełożenia na identyfikację religijną, czy światopoglądową, pozostającą w sferze prywatności, wbrew temu co wmawia się nam od lat. Potwierdzają to również liczne sondaże, dotyczące kwestii, w których episkopat zabiera głos i żąda posłuszeństwa. Ostatnio było to widoczne w gorącym temacie prawa kobiet do rezygnacji z ciąży. Przytłaczająca większość jest przeciw zaostrzeniu dotychczasowych regulacji, a mniej więcej połowa za ich liberalizacją.

Upowszechnianie prostej statystycznej prawdy ma w wymiarze politycznym moc ładunku wybuchowego podłożonego pod siedzibę KEP. Z opóźnionym zapłonem, bo to proces na lata, ale czas podpalić lont.

UDOSTĘPNIAJCIE – PRAWDA NAS WYZWOLI

 

ks. Paweł Rytel Andrianik rzecznik KEP kontra autor

ks. Wojciech Sadłoń dyrektor ISKK kontra autor

Im bliżej ujawnienia prawdy, tym krótsze konferencje ISKK
około jednej czwartej Polaków chodzi na msze

Dzisiaj o godz. 11 w siedzibie Sekretariatu KEP w Warszawie odbyła się coroczna konferencja prasowa ISKK prezentująca wyniki badań religijności Polaków. Najważniejszym, przywoływanym tytułami przekazów medialnych, komunikatem każdorazowo jest informacja o odsetku Polaków uczęszczających regularnie na msze święte. Dyrektor ISKK ks. dr Wojciech Sadłoń poinformował, że wskaźnik dominicantes za rok 2016 opisujący tę wielkość wynosi 36,7%. Tradycyjnie nie podano liczby faktycznie obecnych na mszach. Wskaźnik nie oznacza jednak odsetka ogółu ludności Polski, a jedynie zobowiązanych do uczestniczenia we mszy, którzy w myśl skomplikowanych założeń ISKK stanowią 82% ochrzczonych. Jak na podstawie wzoru podanego przez ISKK (D = Uc/Zo * 100) w prosty sposób przeliczyć ten wskaźnik na ogół ludności Polski pisaliśmy wielokrotnie (1, 2, 3). Zgodnie z tym wskaźnik 36,7% zobowiązanych oznacza 25,8% ludności Polski. Zwrócił na to uwagę w części poświęconej zadawaniu pytań przedstawiciel Świeckiej Polski. Równocześnie zadał pytanie o powody kreowania od lat medialnym przekazem mitu o 40 procentach Polaków regularnie uczęszczających na niedzielne msze święte. Stwierdził też, że odsetek regularnie praktykujących na podstawie badań ISKK wynosi najwyżej 23%, ponieważ niektórzy praktykujący są liczeni podwójnie z powodu październikowych praktyk różańcowych. Dyrektor ISKK w krótkiej odpowiedzi nie podważył słuszności twierdzeń zadającego pytanie, bo trudno kwestionować wyniki obliczeń opartych na  elementarnych rachunkach. Ratując twarz Instytutu i Kościoła stwierdził, że na podstawie innych badań (przeprowadzonych w 18 krajach) można stwierdzić, że regularnie praktykuje 50% Polaków. Szkoda, że ksiądz dyrektor nie był w stanie przywołać jeszcze trzecich badań, bo doszlibyśmy do wniosku, że regularnie praktykuje 75% Polaków.

Tegoroczna konferencja była wyjątkowo krótka.

 

Zapraszamy do obejrzenia końcowego fragmentu konferencji poniżej lub pełnego nagrania z transmisji prowadzonej przez Video-KOD: początek, dalszy przebieg (nasze pytanie od 28 minuty).

Statystyki wyznaniowe i przynależność do Kościoła
wystąpienie na Kongresie Świeckości

21 i 22 października 2017 r. w Warszawie na skwerze Hoovera odbył się Kongres Świeckości. Brali w nim udział również uczestnicy grupy Świecka Polska. Zbigniew Szetela wygłosił wystąpienie „Statystyki wyznaniowe i przynależność do Kościoła”, w którym opisywał zależności między Instytucjami państwa i Kościoła Katolickiego. Są one schematycznie pokazane na rysunku, którego nieco poprawiona wersja jest poniżej i może być przydatna przy słuchaniu wystąpienia. Pierwsze minuty dźwięku są słabej jakości, potem jest użyte lepsze nagranie.

 

Ważny ruch RPO

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Rzecznik Praw Obywatelskich dr Adam Bodnar skierował do NSA wniosek o rozstrzygnięcie sprzeczności w dotychczasowym orzecznictwie sądów administracyjnych, oceniających postępowania GIODO związane z przetwarzaniem danych osobowych przez związki wyznaniowe, w tym nade wszystko Kościół katolicki. Pełny tekst 17-stronicowego dokumentu, tzn. wniosku RPO wraz z uzasadnieniem, uzyskaliśmy 21 października 2017 r. dzięki uprzejmości dr Adama Bodnara, obecnego na Kongresie Świeckości. To bardzo ważny krok ze strony RPO w toczącym się od lat sporze. Jakie przyniesie efekty pokaże czas.

Bez względu na wynik nie będzie to jednak ostatni akt tej batalii. Nie dotyczy ona bowiem – w wymiarze społecznym – „wystąpienia z Kościoła”, lecz kwestii znacznie ważniejszych. Sprowadzanie zagadnienia do wymiaru „skutecznego wystąpienia z Kościoła”, które nie istnieje, dostarczało szczególnych emocji stosunkowo nielicznym, zaangażowanym we własne indywidualne postępowania. Pozwalało też zwolennikom „wystąpień świeckich” i „kościelnej apostazji” toczyć bezsensowne spory o wyższości niemożliwego nad nieistniejącym. Przy okazji poczyniło też duże szkody w świadomości społecznej usuwając z pola widzenia właściwy sens i cel tej walki oraz zaciekłego oporu episkopatu. Szerzej na ten temat, także w kontekście naszego udziału w Kongresie Świeckości, wkrótce.

Poniżej oficjalny komunikat ze strony RPO i wniosek Rzecznika do NSA.


Data: 2017-10-23

 

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Naczelnego Sądu Administracyjnego o rozstrzygnięcie wątpliwości, które pojawiły się w związku z rozbieżnymi orzeczeniami sądów administracyjnych w zakresie aktualizacji danych osobowych w księgach kościelnych oraz powiązanych z tym kompetencji GIODO. Zarówno do GIODO jak i do Biura RPO od wielu lat wpływają skargi dotyczące uaktualnienia danych osobowych osób, które chcą wystąpić lub wystąpiły z kościoła lub związku wyznaniowego i domagają się aktualizacji swoich danych w dokumentacji kościelnej. Problem w znaczącej większości dotyczy Kościoła katolickiego, ale nie wyłącznie. Kwestia apostatów jest podnoszona od wielu lat, skargi kierowane są do GIODO, a następnie rozstrzygane przez sądy administracyjne. Obowiązek ochrony danych osobowych w RP, na straży której stoi również RPO, wynika jednak bezpośrednio z art. 51 Konstytucji. Ustawa o ochronie danych osobowych (uodo) wprowadziła wyjątek od zasady zakazu przetwarzania danych ujawniających przekonania religijne i przynależność wyznaniową, jeżeli jest to niezbędne do wykonania statutowych zadań kościołów, pod warunkiem, że przetwarzanie danych  dotyczy wyłącznie członków tych organizacji albo instytucji albo osób utrzymujących z nimi stałe kontakty w związku z ich działalnością i zapewnione są pełne gwarancje ochrony przetwarzanych danych. Ustawa zwolniła także kościoły z obowiązku rejestracji zbiorów danych osób należących do kościoła lub innego związku wyznaniowego, o uregulowanej sytuacji prawnej, przetwarzanych na potrzeby tego kościoła lub związku wyznaniowego. Jednocześnie w art. 43 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych wyłączono szereg, chociaż nie wszystkie uprawnienia GIODO w odniesieniu do zbiorów danych osób należących do kościoła. Fakt przynależności do kościoła lub związku wyznaniowego podlega regulacji prawa kościelnego kościoła lub związku wyznaniowego, którego dotyczy. Nie jest to kwestia, która mogłaby podlegać ocenie instytucji państwowych. W ocenie Rzecznika to nie oznacza jednak, że w stosunku do postępowań, w których stroną jest strona kościelna, organ państwowy (GIODO) został pozbawiony możliwości zagwarantowanych w przepisach kpa i może uznać wyłącznie dowody wystawione przez stronę kościelną. Taka sytuacja prowadziłaby do nierównoważności stron postępowania. Z tych względów RPO skierował do NSA wniosek o rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego, związanego ze sposobem ustalania przynależności do kościoła przez GIODO i dopuszczalności uznania innych dowodów niż odpis aktu chrztu z właściwą adnotacją. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wielokrotnie w wystąpieniach publicznych wielokrotnie zapowiadał analizę sprawy i konieczność zajęcia jednoznacznego stanowiska w sprawie. Bez wątpienia wniosek RPO może doprowadzić do końca dyskusji o problem tzw. „i 3” w art. 43 ust. 2 uodo. Warto przy tej okazji przypomnieć, że od 25 maja 2018 r. zastosowanie znajdą przepisy rozporządzenia ogólnego o ochronie danych osobowych (rozporządzenie UE 679/2016 – tzw. rodo). W chwili obecnej trudno jest precyzyjnie określić, jaka będzie sytuacja prawna w odniesieniu do przetwarzania danych osobowych przez kościół, bowiem zgodnie z art. 91 ust. 1 rodo, jeżeli w państwie członkowskim w momencie wejścia niniejszego rozporządzenia w życie (co nastąpiło 24.05.2016 r.) kościoły i związki lub wspólnoty wyznaniowe stosują szczegółowe zasady ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem, zasady takie mogą być nadal stosowane, pod warunkiem że zostaną dostosowane do rodo. Z posiadanych informacji wynika, że Episkopat pracuje obecnie nad dostosowaniem zasad do rodo, jednak nie ma informacji na temat ostatecznego kształtu rozwiązań.

 

Warszawa, 19.10.2017 r.

 

Naczelny Sąd Administracyjny

Izba Ogólnoadministracyjna

 

Wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich

 

Na podstawie art. 264 § 2 w związku z art. 15 § 1 pkt 2 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz. U. z 2017 r. poz. 1369 ze zm.; dalej jako: ppsa), w związku z ujawnionymi rozbieżnościami w orzecznictwie sądów administracyjnych, wnoszę o rozstrzygnięcie następującego zagadnienia prawnego:

 

Czy art. 43 ust. 2 w zw. z art. 43 ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2016 r. poz. 922; dalej jako: uodo) i art. 22 uodo w zw. z art. 7, 75 i 77 § 1 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (Dz. U. z 2017 r. poz. 1257; dalej jako: kpa) dopuszcza ograniczenie dowodów, jakie w prowadzonym postępowaniu powinien uwzględnić organ do spraw ochrony danych osobowych – Generalny inspektor Ochrony Danych Osobowych (GIODO), a w konsekwencji czy ustalając przynależność osoby do Kościoła Katolickiego dla potrzeb zastosowania przepisów uodo, GIODO musi opierać się wyłącznie na akcie chrztu z właściwą adnotacją wskazującą na dopełnienie wewnętrznych procedur kościelnych?

 

Czy ustalając przynależność osoby do kościoła lub związku wyznaniowego dla potrzeb zastosowania art. 43 ust. 2 w zw. z art. 43 ust. 1 pkt 3 uodo organ powinien oprzeć się wyłącznie na dowodach wynikających z regulacji wewnętrznych danego kościoła lub związku wyznaniowego także wówczas, gdy przedstawienie takiego dowodu z przyczyn niezależnych od strony jest niemożliwe?

 

Pełny tekst wniosku z uzasadnieniem jest dostępny na stronie WWW RPO.

20 lat sfałszowanej ustawy

pamięci Bolesława Michalskiego

 

 

Grupa Świecka Polska istnieje od 2014 r. Jej członkowie zajmowali się kwestią przetwarzania danych osobowych przez kościoły już wcześniej. Z różnym szczęściem zmagamy się z Generalnym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych i sądami o prawo do kontroli nad swoimi danymi. Zasadniczym problemem jest zapis „i 3” w art. 43 ust. 2 ustawy z 1997 r. o ochronie danych osobowych rzekomo odbierający GIODO kompetencje w stosunku do kościołów. Obywatele są pozbawiani kontroli nad swoimi danymi osobowymi, co jest niezgodne m.in. z prawem Unii Europejskiej. W 2011 r. Bolesław Michalski, badając proces legislacyjny odkrył, że „i 3” zostało dopisane do ustawy wbrew wynikom głosowań, między posiedzeniem komisji a głosowaniem plenarnym. Przekazanie tej informacji różnym władzom nie spowodowało afery takiej, jaka wybuchła w 2002 r. po sfałszowaniu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji przez usunięcie słów „lub czasopisma”. Między 2011 a 2017 r. przeszłość zmieniła się raz jeszcze.

 

Informacje zawarte w tym tekście są oparte na oryginalnym protokole obrad z 1997 r. oraz na nagraniu odpowiedniej części posiedzenia podkomisji skopiowanych w 2011 r. przez Bolesława Michalskiego z archiwum sejmowego. Artykuł ustawy, którego dotyczy sprawa ma obecnie numer 43, a dopisek w ust. 2 brzmi „i 3” (w projekcie jest to art. 44 i dopisek „i 2”).

 

W związku z Dyrektywą 95/46/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 24 października 1995 r. Polska, aspirująca wtedy do wstąpienia do Unii Europejskiej, zobowiązana była uchwalić ustawę o ochronie danych osobowych wdrażającą jej postanowienia. W 1996 r. do Sejmu zostały wniesione dwa projekty, poselski i rządowy. Zostały skierowane do podkomisji nadzwyczajnej złożonej z niektórych członków Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Komisji Ustawodawczej. Przewodniczącym został poseł Marek Lewandowski z SLD.

W 1997 r. komisja odbyła wiele posiedzeń. 19 czerwca 1997 r., na trzynastym już posiedzeniu, które prowadził wiceprzewodniczący podkomisji poseł Jerzy Ciemniewski z Unii Wolności (doktor habilitowany nauk prawnych, późniejszy sędzia Trybunału Konstytucyjnego) była rozpatrywana m.in. kwestia dotycząca uprawnień planowanego urzędu Generalnego Inspektora Danych Osobowych w stosunku do zbiorów danych zawierających tajemnicę państwową oraz zbiorów prowadzonych przez kościoły. W dodatkowym sprawozdaniu z 18 czerwca zostały przedstawione dwa warianty art. 44:

Warianty ustawy w sprawozdaniu podkomisji z 18 czerwca 1997 r.

Wariant I, oparty na projekcie poselskim, przewidywał brak uprawnień GIODO do kontrolowania zarówno zbiorów zawierających tajemnicę państwową jak i zbiorów kościelnych, wariant II, rządowy, tylko ograniczone uprawnienia w stosunku do zbiorów zawierających tajemnicę państwową, a brak takich ograniczeń w stosunku do zbiorów kościelnych. W czasie dyskusji posłowie Krzysztof Budnik (UW), Jacek Pawlicki (PSL) i Andrzej Gaberle (UW) opowiedzieli się za wariantem rządowym, ale z dołączeniem do niego sedna wariantu poselskiego, czyli wyłączenia zbiorów kościelnych spod kontroli. Ten ostatni argumentował to chęcią uniknięcia „wojny religijnej”, o czym mówiła również na wcześniejszym posiedzeniu posłanka Irena Lipowicz (później sprawująca funkcję GIODO). Przewodniczący zarządził głosowanie i przeszedł w nim wariant II, a więc bez ograniczeń uprawnień GIODO w stosunku do kościołów. Takie ograniczenie wymagałoby zresztą zgody organów Unii Europejskiej ponieważ stanowiłoby odstępstwo od Dyrektywy.

zarządzenie głosowania nad wariantami

w głosowaniu został wybrany wariant II

 

Zaraz po przejściu wariantu II niektórzy obecni przeszli do próby takiej zmiany jego treści, żeby był praktycznie równoważny odrzuconemu poselskiemu wariantowi I. Podsekretarz stanu w MSWiA Andrzej Gogolewski, (ministrem był Leszek Miller z SdRP), stwierdził, że „chcielibyśmy” przywrócić przywileje kościołów z wariantu I, motywując to „techniczną niewykonalnością” sprawowania kontroli przez GIODO. Poparł go poseł Pawlicki, przypominając podobne stanowisko posłów Gaberle i Budnika. Przewodniczący Ciemniewski poddał zatem pod głosowanie wniosek Pawlickiego, który chciał rozszerzyć wyłączenie kontroli GIODO  również na zbiory kościelne, a także sądowe i więzienne. Komisja odrzuciła tę propozycję, pozostawiając oryginalną treść wariantu II (rządowego), a więc nadal bez ograniczenia uprawnień GIODO w stosunku do kościołów.

odrzucenie wniosku o dodanie ograniczeń do wariantu II

 

Dalsza dyskusja dotyczyła mało istotnych dla omawianej sprawy zmian: wykreślenia ówczesnego ustępu 3 artykułu 44 oraz konsekwentnego uzupełnienia wyłączonych uprawnień GIODO w ustępie 2. Potem podkomisja bez sprzeciwu przyjęła propozycję wykreślenia drugiego zdania ustępu 2. W sumie w ustępie 2 zostało usunięte drugie zdanie i dokonano jednej zmiany w zdaniu pierwszym dotyczącej katalogu wyłączonych uprawnień. Tymczasem w stenogramie pojawia się zapis, którego nie ma w nagraniu, a który może być uznany za wypowiedź przewodniczącego albo za komentarz autorki protokołu, a który jest niezgodny ze stanem ustępu 2 po głosowaniach:

 

Komisje na wniosek przewodniczącego przyjmują ust. 2 art. 44 w brzmieniu wariantu II bez drugiego zdania i z dodaniem w dwóch miejscach powołania na dodatkowe punkty.

Za protokół z zebrania podkomisji odpowiada przede wszystkim przewodniczący obrad poseł Jerzy Ciemniewski (UW) oraz jego autorka Barbara Riwerska, podpisali go również poseł Aleksander Bentkowski (PSL) i poseł Zbigniew Bujak (Unia Pracy):

podpisy pod protokołem

 

Wniosek z głosowań był prosty: podkomisja dwa razy odrzuciła próbę ograniczenia uprawnień GIODO w stosunku do kościołów, co zresztą byłoby niezgodne z dyrektywą 95/46/WE. Jednak mimo to tekst ustawy wysłany przez komisję na zebranie plenarne Sejmu (druk nr. 2462) miał dopisek odbierający GIODO uprawnienia do kontroli zbiorów kościelnych! Dopisek ten po przenumerowaniu punktów brzmiał „i 3”. Przypomina to usunięcie słów „lub czasopisma” z projektu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji pięć lat później, w 2002 r., co skończyło się uruchomieniem komisji sejmowej i wyrokami sądowymi.

dopisek „i 3”

O to by „Wysoki Sejm uchwalić raczył załączony projekt ustawy”, który został sfałszowany wnosili w tym druku wiceprzewodniczący podkomisji i przewodniczący ostatnich obrad podkomisji poseł Jerzy Ciemniewski (UW), przewodniczący podkomisji poseł Marek Lewandowski (SLD), poseł Andrzej Wiśniewski (PSL) oraz poseł Aleksander Bentkowski (PSL).

posłowie wnoszący o uchwalenie sfałszowanej ustawy

 

Projekt wszedł pod obrady Sejmu i został przyjęty. Posłowie, którzy uczestniczyli w obradach komisji nie protestowali przeciwko nieprzegłosowanej, a właściwie dwukrotnie odrzuconej zmianie tekstu projektu w druku sejmowym nr 2462. Po odniesieniu się do poprawek Senatu, Sejm 29 sierpnia 1997 r. uchwalił ustawę o ochronie danych osobowych. Ustawa weszła w życie w kwietniu 1998 r. Polska nigdy nie wystąpiła o zgodę Unii Europejskiej na odstępstwo od Dyrektywy 95/46/WE, ustawa jest stosowana w wersji niezgodnej z Dyrektywą. Obecnie ustawa ta przechodzi już do historii w związku z pracami nad nową ustawą wdrażającą postanowienia Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679, które wchodzi w życie w maju 2018 r.

 

Konsekwencje zapisu o ograniczeniu kompetencji GIODO nie od razu były jasne. Ograniczenie jest warunkowe: obowiązuje tylko w stosunku do zbiorów „dotyczących członków kościoła” (obecnie „należących do kościoła”) przetwarzanych na jego potrzeby. Ale niektóre kościoły zarejestrowane na podstawie odrębnych ustaw, w tym katolicki, nie mają formalnych członków, więc przepis ten ich nie dotyczy. Jednak sądy interpretują prawo na niekorzyść obywateli ignorując podstawowe prawa człowieka chronione Europejską konwencją praw człowieka (art. 8 i 9) – co staramy się zmienić.

W 2011 r. nasz kolega Bolesław Michalski zainteresował się przebiegiem dyskusji nad projektem ustawy i odkrył fałszerstwo. Problem został zgłoszony Marszałkowi Sejmu, GIODO i Prezesowi NSA, ale nie wywołało to żadnej reakcji. W analogicznych przypadkach niekonstytucyjności procedury legislacyjnej Trybunał Konstytucyjny orzekał jednoznacznie o nieważności wprowadzonej w takim trybie regulacji.

 

Bolesława nie miałem okazji poznać osobiście, był chory i zmarł w 2013 r. Otrzymałem tylko poprzez kolegów udostępnione przez niego materiały, które uznałem za warte opracowania. Pisząc ten tekst w roku 2017, przed XX rocznicą uchwalenia sfałszowanej ustawy i szukając dodatkowej dokumentacji przeżyłem zdziwienie. Stenogram z omawianego posiedzenia komisji obecnie dostępny jest przez WWW, ale istotnie różni się od wersji z 1997 r.! Pojawia się tam zdanie (w zielonej ramce), którego nie ma ani w nagraniu, ani w pierwotnym stenogramie:

To stwierdzenie w ogóle nie pasuje do stenogramu, bo nie było trzeciego głosowania nad „i 2”, w treści nie widać uzasadnienia rzekomej nagłej zmiany stanowiska komisji. Pierwotnie protokół wyglądał tak:

Kolejne fałszerstwo protokołu to jedyny skutek interwencji sprzed kilku lat.

 

Rafał Maszkowski

Konsultacja: Zbigniew Szetela.

 

Materiały archiwalne udostępnione przez B. Michalskiego:
nr 1 – Podkomisja – dossier
nr 2 – drugie sprawozdanie Podkomisji z 18 czerwca
nr 3 – warianty art. 44
nr 4 – fragment nagrania ze wspólnego posiedzenia komisji:

nr 5 – porównanie protokołów z nagraniem
nr 6 – Protokół z 19 czerwca 1997
nr 7 – druk 2462

Czy Polacy wybijają się na autonomię moralną?

W listopadzie 2016 r. Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło kolejny sondaż dotyczący religii i moralności (nr 318). Podobne badania odbyły się też w latach 2005, 2009 i 2013 (badanie nr 283).

 

Mimo, że 92% ankietowanych określa się jako katolicy (badanie nr 319, grudzień 2016 r.), według listopadowego sondażu katolickie zasady moralne za najlepszą podstawę moralności uważa tylko 18% pytanych, 14% uważa, że powinny być podstawą wychowania w szkole, a 12% sądzi, że „tylko religia może uzasadniać słuszne nakazy moralne”.

 

Jedno z pytań zadanych przez CBOS dotyczyło tego, kto powinien ustalać zasady moralne:

  • To czym jest dobro i zło, powinno być przede wszystkim wewnętrzną sprawą każdego człowieka.

  • O tym czym jest dobro i zło, powinno decydować przede wszystkim społeczeństwo.

  • O tym czym jest dobro i zło, powinny decydować przede wszystkim prawa Boże.

  • Trudno powiedzieć.

Odpowiedź pierwsza, którą określiłbym jako deklarację autonomii moralnej, miała w kolejnych badaniach (2005, 2009, 2013, 2016) 46, 59, 57 i aż 69% zwolenników. Największe zmniejszenie poparcia dla „praw Bożych” nastąpiło między 2005 i 2009 rokiem, ale spadek 2013-2016 też jest spory, przy równoczesnym skokowym wzroście „sprawy każdego człowieka”.

diagram z publikacji CBOS

 

 

Jak deklarowanie autonomii moralnej zależy od częstotliwości praktyk religijnych? Sporządziłem wykres, opierając się na pełnym raporcie CBOS-u. Nawet między dwiema najnowszymi ankietami (2013, 2016) są znaczące różnice. Przede wszystkim widać wzrost we wszystkich kategoriach, oprócz najczęściej praktykujących (różnica może jednak nie być znacząca – szerokość linii pokazuje orientacyjną dokładność pomiaru). W 2013 r. osoby poglądy osób praktykujących gorliwie (raz w tygodniu) były w tej kwestii w połowie pomiędzy grupą najczęściej praktykujących (kilka razy w tygodniu) a grupą mniej gorliwych (raz – dwa razy w miesiącu). Do 2016 r. w tej grupie nastąpił ogromny wzrost autonomii, tym bardziej znaczący, że grupa ta stanowi 46% ankietowanych (2016). Wynik osób w ogóle niepraktykujących podniósł się równie mocno (w 2013 r. wiele z tych osób było za wersją decydowania przez społeczeństwo). W wyniku tego płynne przejście między poglądami od najgorliwszych do najmniej gorliwych (2013, niebieska linia) zmieniło się na wyraźną polaryzację: najgorliwsi religijnie i oddalona od o 31 punktów procentowych reszta, której zakres zmienności to tylko 11 punktów (czerwona linia).

 

 

Zależność autonomii moralnej od wieku ilustruje kolejny wykres. Dla 2013 r. wygląda tak, jak się można było domyślać z procesów społecznych w ostatnich latach: niechęć do autonomii na obu końcach (chociaż we wszystkich grupach poza najstarszą bardziej na rzecz społeczeństwa niż Boga). W 2016 r. grupa 35-44, która miała najwyższy wynik w 2013 r. została w tyle (ale spadek jest na pograniczu dokładności sondażu), a wyniki pozostałych grup gwałtownie urosły i nawet najstarsza jest już wyraźnie powyżej 50%.

 

W dziedzinie autonomii w obu analizowanych badaniach przodują kobiety. Ale po trzech latach mężczyźni, którzy mieli i mają nadal gorszy wynik, uzyskali wynik lepszy niż miały kobiety w 2013 r. (mężczyźni:kobiety – 53:61 i 64:73%). Wśród grup społecznych i zawodowych najniższy wynik dla wersji „Bożej” mają uczniowie: 4%, przy wysokim wyniku „autonomii”: 71%. Inną grupą o jednocyfrowym wyniku „Bożym” i jeszcze wyższym niż uczniowie „autonomicznym” są – nie wiem dlaczego – pracownicy usług: 77 i 6%.

 

W ankiecie było więcej pytań, których tu nie omawiam: o niezłomne zasady moralne, uzasadnienie zasad moralnych, stosunek do moralności katolickiej i moralność w wychowaniu. Odpowiedzi przeważnie potwierdzają gwałtowny wzrost rozziewu między grupą najbardziej religijną a całą resztą i odchodzenie od uzasadniania moralności religią. Przez trzy lata niewiele zmieniły się sumaryczne odpowiedzi na pytanie o stosunek do zasad moralności katolickiej (do wyboru: najlepsza i wystarczająca; słuszna, ale trzeba ją uzupełniać innymi zasadami; niezgoda z niektórymi jej zasadami; zgoda tylko z niektórymi; całkowita obcość tych zasad). Trochę zwiększyły się różnice dla grup wiekowych (najmłodsza grupa jeszcze mniej wierzy, że moralność katolicka jest najlepsza, najstarsza – trochę bardziej). Najciekawsza różnica to spadek wiary w najlepszy katolicyzm wśród uczniów i studentów z 10% do 0%! Ta grupa to tylko kilka procent próbki (która obejmuje tylko osoby pełnoletnie), więc wynik może nie być dokładny, jednak zmiana jest zauważalna.

 

Źródła:

  • Badanie CBOS „Aktualne problemy i wydarzenia” (283), metoda wywiadów bezpośrednich wspomaganych komputerowo, 5-12 grudnia 2013 r., reprezentatywna próbka dorosłych mieszkańców Polski, 910 osób, pełny komunikat nr 15/2014 r. „Religijność a zasady moralne”.
  • Badanie CBOS „Aktualne problemy i wydarzenia” (318), metoda wywiadów bezpośrednich wspomaganych komputerowo, 4-13 listopada 2016 r., reprezentatywna próbka dorosłych mieszkańców Polski, 1019 osób, pełny komunikat nr 4/2017 „Zasady moralne a religia”.
  • Badanie CBOS „Aktualne problemy i wydarzenia” (319), metoda wywiadów bezpośrednich wspomaganych komputerowo, 1-11 grudnia 2016 r., reprezentatywna próbka dorosłych mieszkańców Polski, 1136 osób.

Absurdalne uzasadnienie wyroku w WSA 26.01.2017

26 stycznia 2017 roku w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym odbyła się rozprawa  spowodowana zaskarżeniem  przeze mnie decyzji GIODO o umorzeniu postępowania, dotyczącego kontroli PRZETWARZANIA moich danych osobowych  przez Kościół.

Odczytałam moje stanowisko:

 

Dotyczy: II SA/Wa 1843/16

 

Zwróciłam się do GIODO o kontrolę przetwarzania moich danych osobowych przez podmioty kościelne oraz wydanie stosownego nakazu administracyjnego. Powodem był brak realizacji moich żądań przez administratora rejestru chrztów, zawierającego moje dane. Żądania nie dotyczyły kwestii religijnych, a wyłącznie przetwarzania moich danych. Zawierały też zgodne ze stanem faktycznym oświadczenie, iż nie należę do Kościoła katolickiego, ponieważ nigdy nie nawiązałam z nim żadnej relacji prawnej. Dodam, że od 50 lat nie utrzymuję też żadnych kontaktów z tą instytucją. Wobec postanowień art. 43 ust. 2 u.o.d.o. kontrola takich danych przez GIODO zależy od oceny przynależności religijnej. Oba zagadnienia dotyczą podstawowych praw człowieka, a zatem muszą zostać ocenione na gruncie przepisów powszechnie obowiązującego prawa. Przyznana art. 1 Konkordatu autonomia nie wyłączyła Kościoła z podlegania im, a w szczególności kontroli organu i przepisów chroniących dane osobowe. Art. 5 Konkordatu, potwierdzając prawo Kościoła do autonomii w sprawach wewnętrznych, nie podporządkował ochrony danych i podstawowych praw człowieka władzom kościelnym. To konkluzje NSA z serii wyroków 18 i 24 października 2013 roku. Akty religijne nie kreują relacji prawnych, a zatem nie wywierają żadnych skutków w przestrzeni świeckiej, a normy prawa wyznaniowego nie mają w niej zastosowania. Rada Prawna KEP w piśmie z dnia 25 października 2011 roku (kopia w aktach DOLiS–440–857/12/KM/II) odniosła się do tej sprawy stwierdzeniem: „Aby te normy mogły mieć zastosowanie w porządku cywilno-prawnym określonej społeczności, powinny być wprowadzone do tego porządku przez odpowiednie umowy bilateralne lub akty prawne władzy państwowej, dokonywane zazwyczaj w porozumieniu z przedstawicielami określonej wspólnoty kościelnej lub związku wyznaniowego. Przykładem są dyspozycje dotyczące zawierania małżeństwa religijnego ze skutkami cywilnymi.” Mimochodem wypowiedź podsuwa jedyne, zgodne z prawem rozwiązanie konfliktu związanego z przetwarzaniem danych. Wzajemne poszanowanie autonomii pozwala na niezależne oceny statusu osób ochrzczonych w przestrzeni religijnej i świeckiej. Przykłady cywilnie rozwiedzionych małżonków, przez analogię, dostarczają dowodu, że akceptacja rozwiązań nieuniknionych jest konieczna i możliwa także ze strony Kościoła. Brak wskazanych przez Radę Prawną KEP unormowań powoduje, że chrzest (także apostazja) nie wywierają żadnych skutków cywilno-prawnych. Relacja pomiędzy osobą ochrzczoną, a Kościołem nie istnieje więc w porządku prawa powszechnego. W konsekwencji brak także podstawy prawnej do definiowania rejestrów aktów religijnych (np. chrztów) jako zbiorów danych osób należących do dowolnego kościoła. Ustalanie przynależności wyznaniowej obywateli łamie ponadto prawny zakaz podejmowania takich działań przez organy władzy publicznej. Odwoływanie się do ocen władz wyznaniowych, wzywanych do ich ujawnienia, to jedynie nieudolne maskowanie złamania prawa przez państwo, ingerujące w zastrzeżoną sferę prywatności obywatela.

W skarżonej decyzji GIODO nie określił jednoznacznie czy wyłączenia własnych kompetencji upatruje w statusie zbiorów danych, czy samej skarżącej. Sugestie, że zaistniała przynajmniej jedna z tych przesłanek oparte są na fałszywych, bądź wprost sfałszowanych poszlakach. Moje żądania dotyczyły nie tylko przetwarzania danych w księdze chrztów, co organ pomija milczeniem. Czy zbiory parafialne, w których przetwarzane są także dane osób nigdy nieochrzczonych (m. in. moich dorosłych dzieci) organ uznaje za zbiory danych osób należących? Na jakiej podstawie organ uznaje za takie zbiory rejestry chrztów? Kościół informuje, że zawierają także dane osób – nawet jego zdaniem – nienależących, np. apostatów, czy konwertytów. Konwersja nie wiąże się ponadto z odnotowaniem w tym rejestrze formalnego wystąpienia. Czy osoby należące do innego wyznania chrześcijańskiego – zdaniem GIODO – należą równocześnie do rzymskokatolickiego, z racji odnotowania tam chrztu noworodka? Wykładnia GIODO definiuje w praktyce wszelkie zbiory kościelne, jako zawierające dane osób należących, bez względu na ich faktyczną zawartość. To obejście prawa poprzez faktycznie podmiotowe wyłączenie kościołów spod kontroli organu. Nie zezwalają na to – interpretowane zgodnie z wdrożonymi normami prawa wspólnotowego – przepisy u.o.d.o., co potwierdzają wszystkie wyroki NSA. Domniemanie GIODO, że niniejsze postępowanie dotyczy faktycznie (nie intencjonalnie) zbiorów danych osób należących do Kościoła nie zostało poparte żadnym dowodem.

Podobnie nie przedstawiono żadnego dowodu pozwalającego uznać mnie za osobę należącą do Kościoła, wbrew moim odmiennym twierdzeniom. Szukając argumentu dla swojej tezy GIODO fałszuje nawet moje wypowiedzi. Uzasadnienie decyzji zawiera zdanie: – „Skarżąca w przedmiotowym wniosku wskazała, iż w dniu 3 października 2014 r. wysłała do Proboszcza ww. Parafii Rzymskokatolickiej oświadczenie o wystąpieniu z Kościoła Katolickiego…”. W żadnym piśmie nie istnieje moja wypowiedź wskazująca, że „występuję” lub miałam taki zamiar. GIODO odrzucił wniosek o sprostowanie zdania, jako oczywistej omyłki, w trybie art. 113 k.p.a., co potwierdza stawiany zarzut. Dowodu aktualnej przynależności nie stanowi sam chrzest, nawet dokonany na podstawie nieistniejącego wówczas Konkordatu, jak poinformował ksiądz proboszcz. Niedokonanie przeze mnie formalnego wystąpienia także nie rozstrzyga o przynależności. Doktryny islamu i judaizmu na pochodzeniu rodziców opierają twierdzenia o mojej przynależności do obu wyznań. Nie występowałam z żadnego związku wyznaniowego tych religii, podobnie jak z ok. 180 innych, zarejestrowanych w Polsce. Czy dowodzi to mojej przynależności, szczególnie gdy doktryny wielu z nich tak twierdzą?

W skardze opisałam dość szeroko historię naruszenia prawa w procedurze legislacyjnej wprowadzeniem do ustawy feralnego zapisu wbrew wynikom głosowania komisji sejmowej oraz politycznych motywacji orzeczeń sądów, kształtujących stosowaną obecnie przez GIODO wykładnię. Ochrona „normy ustrojowej”, jaką stanowi Konkordat, tendencyjnym interpretowaniem jego zapisów spowodowała złamanie podstawowych praw człowieka, skarżoną decyzją GIODO. W skardze z dnia 20 września 2016 r. szczegółowo uzasadniłam postawione jej zarzuty złamania postanowień art. 8, 9, 14 i 17 EKPC, które wraz z zawartymi tam żądaniami podtrzymuję. Konwencja własnymi postanowieniami zakazuje ograniczania jej postanowień zapisami Konkordatu. Ograniczanie podstawowych praw obywatela w imię utrwalania realnej władzy politycznej garstki katolickich hierarchów w Polsce, to powielanie haniebnych praktyk z minionej epoki. Dzisiejszy wyrok będzie odpowiedzią na pytanie o elementarną przyzwoitość państwa w stosunku do obywateli. Pełną ocenę historii podobnych potyczek wystawi ETPC, odnosząc się do zarzutów identycznych jak stawiane moją skargą.

 

 

Wyrok z uzasadnieniem w postaci dźwiękowej: (WSA nie odniósł się ani jednym słowem do zarzutów skargi, co jest pierwszym obowiązkiem sądu, skupiając się na powtórzeniu stałego schematu.)

Skład sędziowski: Ewa Grochowska-Jung, Andrzej Góraj, Stanisław Marek Pietras (spr.)

 

Liczba katolików spada u nas jak w Niemczech

Nowe dane ISKK ogłoszone 4 stycznia 2017 r. pokazują dalszy spadek liczby katolików. Poznaliśmy dopiero dane za 2015 r., w którym Instytut naliczył o 236 tys. katolików mniej niż rok wcześniej. Spadki w latach 2013 i 2014 to 528 i 435 tys., ale średnia od 2007 r. to 218 tys. osób rocznie. Jest to tempo bliskie niemieckiemu, gdzie spadek jest podobny, chociaż przy mniejszej liczbie katolików (tam 23,8 mln, u nas, według ISKK 32,7 mln). Dyrektor ISKK ks. dr Wojciech Sadłoń, zapytany listownie o przyczyny spadku, wyjaśnił je niedokładnością danych z parafii. W danych widoczna jest jednak wyraźna wieloletnia tendencja spadkowa, a nie przypadkowe zmiany w górę i w dół, które mogłyby być spowodowane niedokładnością. Ale jeżeli to niedokładność, to używanie tej liczby do wyliczania współczynnika dominicantes zamiast podania samej liczby obecnych kościołach jest metodologicznie wątpliwe.

O ułamek punktu procentowego wzrósł „udział dominicantes wśród katolików zobowiązanych”. To dość zawiłe pojęcie. Najlepiej by było poznawać bezwzględną liczbę chodzących do kościoła w dniu zliczeń. Na konferencji prasowej 4 stycznia zapytał o nią dziennikarz „Gazety Wyborczej” Michał Wilgocki, ale dyrektor ISKK odmówił jej podania, chociaż potwierdził, że wynosi ok. 10,5 mln, a liczba przyjmujących komunię to ok. 4,5 mln. Z danych ISKK można jednak dość dokładnie odtworzyć te liczby i stąd znał je dziennikarz. Dla lat 2013-2015 liczby chodzących do kościoła to 10,69 mln, 10,55 mln i 10,66 mln. Widać wzrost w ostatnim roku, ale nie powyżej wartości dla roku 2013. Od 2007 r., kiedy było ich 12,47 mln, spadek wyniósł 1810 tys. Jeżeli przeliczyć te liczby na procent obywateli, to zmienił się on od 33% w 2007 r. do 28% w 2015 r.

Liczby katolików podawane przez GUS i ISKK nadal mocno się różnią. Jeszcze kilka lat temu GUS podawał przez kilka lat o równo 710 tys. mniej, potem o 480 tys. mniej katolików niż ISKK. Wszystko wskazuje na to, że GUS odliczał od danych ISKK Ordynariat Polowy Wojska Polskiego (napisałem wtedy tekst GUS nie wierzy w Ordynariat Polowy”). Obecnie GUS podaje liczbę katolików większą niż ISKK. Dla 2014 r. o 592 tys. więcej, za 2015 r. o 548 tys. więcej. Ksiądz dyrektor Sadłoń, zapytany przez Zbigniewa Szetelę listownie o tę kwestię poinformował, że dane GUS-u pochodzą nie z ISKK, ale z diecezji, które zbierają je na potrzeby watykańskiego biura statystycznego. Na razie nie wiemy skąd biorą się rozbieżności w danych pobieranych przecież z tych samych parafii. Jedna z informacji ogłoszonych 4 stycznia mówi o 8 procentach brakujących danych z parafii (odpowiada to ok. 2,7 mln osób w ostatecznych danych). Być może różne sposoby uzupełniania braków wprowadzają rozbieżności na poziomie setek tysięcy osób. Mam nadzieję, że uda się o to jeszcze dopytać. Na razie można założyć, że nie należy zwracać przesadnie uwagi na dziesiąte części procenta, a nawet całe procenty we wskaźniku dominicantes.

ulotka pobierz ulotkę w wersji do druku (plik PDF)